piątek, 24 lipca 2015

Piekielnie Parna Pętla

    Wybrałem się na jedną z tras, którą narysowałem w jesień 2014. Parę takich tras już zrealizowałem, np. do Kałuszyna za Mińskiem Mazowieckim. Na pewno będę musiał odwiedzić Pulwy, to 8 kilometrowe łąki. Są położone na poziomie Pułtuska i musiałbym przejechać 170 km, ale to na potem. 
    Jest taka pętla, prowadząca na wschód. Przebiega przez Sulejówek, Stanisławów, Łochów, Wyszków, Radzymin i Wołomin. Narysowałem ją na szybko, a w wiosnę poprawiłem, bo była niedokładnie narysowana. Postanowiłem przejechać swoje pierwsze 150 km.

Wyszło 151,3 km. Pobiłem swój rekord o 15,1 km. Przebieg:

Warszawa>Sulejówek>Okuniew>Zagórze>Michałów>Pustelnik>Goździówka>Zalesie>STANISŁAWÓW>Wólka Piecząca>Kąty-Borucza>Kąty-Miąski>Kąty Czernickie>Strachówka>Ludwików>Warmiaki>Zawiszyn>Owsianka>ŁOCHÓW>Budziska>Gwizdały>Puste Łąki>Kółko>Skuszew>WYSZKÓW>Tumanek>Deskurów>Gaj>Niegów>Głuchy>Trojany>Karpin>Emilianów>Zwierzyniec>Stary Dybów>Radzymin>Ciemne>Helenów>Czarna>Wołomin>Kobyłka>Zielonka>Ząbki>Warszawa

    Jak zwykle wziąłem ze sobą 6 batonów zbożowych, 2 paczki kabanosów delikatesowych i tym razem 3,75 litrów picia, czyli 1,75l wody i 2l soku. Po takiej trasie spodziewalibyście się, moi nieobecni czytelnicy, ode mnie sporo zdjęć. Trasa była zbyt prosta i nie zrobiłem zbyt wielu zdjęć, bo nie było na co pstrykać.

Łącznie wyszło 37,54 km lasami.
    Jechałem znanym mi odcinkiem, czyli przez Warszawę Rembertów, Wesołą, Sulejówek i aż do Pustelnika. Dopiero za Pustelnikiem zaczynały się nowe tereny. Nie przeszkadzał mi wiatr, kiedy jechałem na wschód.

Widok z rynku w Stanisławowie.
Dawny zajazd i pomnik poległych z 1914-1920 roku.
    Skręciłem zaraz w lewo na drogę krajową. Tu akurat ładnie mnie wyprzedzały tiry. Nawet zjeżdżały na przeciwny pas, ale jak dla mnie, to lekka przesada. Trafił się jeden cwaniak, który zamiast wyprzedzić, zatrąbił długo i donośnie dosłownie tuż za moimi plecami. Dopiero wtedy powoli mnie wyprzedził. Po lewej stronie miał mnóstwo miejsca i droga była pusta. Dlaczego nie mógł mnie wyprzedzić tak jak reszta to zrobiła i robiła aż do końca trasy?

Okolice Strachówki
    Przez tereny leśne jechałem przez długi czas. Spodobały mi się nasłonecznione lasy mieszane. Co jakiś czas zdarzał się przystanek PKS-owy.


    Zwiedziłem 2 kolejne miejscowości gminy Strachówka i 2 gminy Jadów przez które przebiegała ta droga krajowa. Kiedy w końcu będzie to Łochów? Lasy się już skończyły i zaczęły się pola. Właściwie to zaczął się typowy krajobraz tej gminy - pogmatwany, nieco większe pola, drzewa rosnące w nieregularnych miejscach i dużo nieużytków rolnych.

Rzeka Liwiec, już niedaleko Łochowa.

    Zaczęło się Łochów, ale jechałem dalej drogą krajową. To znaczy skręciłem rondem w lewo na inną drogę krajową. W efekcie nie zwiedziłem tego miasteczka. Zapomniałem napisać, że zmodyfikowałem sobie wycieczki, dodając przerwy. Wcześniej zatrzymywałem się tylko po to, by się napić i coś zjeść, więc pod koniec byłem zmęczony. Na tej wycieczce postanowiłem robić sobie przerwy w kamieniach milowych wycieczki. W Stanisławowie zrobiłem 5-minutową przerwę, a w Łochowie 10-minutową. To nawet pomaga!
    Przejechałem przez Budziska i ponownie przez następny most nad rzeką Liwiec. Zaczął się dosyć silny wiatr. Ciężko mi się jechało. Pomyślałem, że w powrocie w odwrotnym kierunku będę miał i tak tak samo, bo taki już wiatr bywa. Znalazłem się na terenie Wyszkowa, ale nie na terenie zabudowanym. Skręciłem w lewo i byłem w drodze do Niegowa.

Nie mogłem znaleźć tego miejsca na mapie.
    Wiatr naprawdę silnie wiał, a do domu w linii prostej miałem 46,5 km.


    Dojechałem do Radzymina (w końcu!) i zrobiłem 15-minutową przerwę. Potem skręciłem w lewo na znaną mi trasę i jechałem w kierunku Wołomina. W tym momencie prędkość wzrosła do 24-28 km/h. Fajnie, że jednak miałem siłę, bo widziałem, że po zmianie kierunku byłem w stanie jechać szybciej. Przejechałem przez miejscowość Ciemne i Czarne. Jak zwykle w obrębie Ząbek zacząłem widzieć więcej rowerzystów.
    Trasa nie należała do najciekawszych, ale jestem zadowolony, że przejechałem swoje pierwsze 150 km. Brakowało jeszcze 50 km do 200km! Najbardziej byłem zadowolony z tego, że po uciszeniu się wiatru mocno przyspieszyłem. Planuję kolejne trasy zanim pojadę na Mazury. Może to być zwiedzenie pozostałych miejscowości gminy Strachówka (powinno być ciekawiej) lub pozostałych z gminy Serock. Wtedy cały powiat legionowski miałbym ukończony w 100%.

niedziela, 19 lipca 2015

Brama Bieszczad

    Jakiś czas temu nie napisałem żadnej relacji o wycieczce rowerowej. Trudno było mi znaleźć odpowiedni dzień, Taki bez silnego wiatru, upału i opadów. Chyba wybrzydzam. Szykowałem się na 150 km od dłuższego czasu i wciąż nie znalazłem dobrego dnia. Dodatkowo kolega namówił mnie na wyjazd w trójkę na Mazury. W sensie, że ja, kolega i jego dziewczyna. Myślę, że będzie fajnie, ale prawdopodobnie będzie mnie gryźć jedna rzecz. Znacie to określenie - "trzecie koło"? Często to czuję, gdy spotkam się z większą ilością osób i dlatego preferuję tylko w cztery oczy. Parę razy spotkałem się z nimi i nie było tak źle. Czasami przytulali się i momentami czułem, że nie mówię do swojego kolegi, a do dwugłowego, ośmiokończynowego potwora :-D. Chociaż nie interesują mnie związki, to czułem się jako ktoś gorszy, bo jako singiel. Przeczuwam, że na Mazurach będę się nudzić, bo siedziałbym głównie w namiocie i czytałbym książkę. Dosyć szybko męczę się kontaktami i dlatego potrzebuję jednego dnia odpoczynku od ludzi. Jeśli będzie fajnie, to zdam relację!



    Oprócz mojego jedynego kolegi jest jeszcze jeden wirtualny. Poznaliśmy się w kwadratowym świecie Minecrafta, jakieś 3 lata temu. Napisałem kiedyś, że być może w lato go odwiedzę, jako, że interesuje się kolarstwem i mieszka w ciekawym rejonie. Chodziło mi o zwiedzenie miasta Sanoka. Moje jedyne doświadczenie z górami, to Kalwaria Zebrzydowska. Byłem na takiej wycieczce 10-11 lat temu i zbiegałem z 400 metrowej góry.
    Mieszka przy Sanoku - w mieście gdzie narodził się Autosan i zaczynają się Bieszczady (a może Beskidy?). Tydzień temu zacząłem przygotowywać się do tej wycieczki. Pomógł mi znaleźć pole namiotowe, a ja w międzyczasie kupiłem namiot. Miałem wziąć ze sobą rower, by przejechać się po serpentynach, ale w autokarze musiałbym rower rozkręcić i schować w jakąś walizkę, a w pociągu trzymać w kiblu przez całą noc. No właśnie, choroba lokomocyjna. Wybrałem autokar, bo jechałbym 7 godzin bez przesiadek. Zdecydowałem, że posiedzę w Sanoku dwa dni. Przygotowanie psychiczne trochę mi zajęło. Znalazłem w mieszkaniu plecak, który na oko ma 60 litrów. Niestety okazał się być strasznie ciężki. Ważył 6-9 kg. Kupiłem i wydrukowałem bilety w Neobusie. Wsiadłem w autokar w czwartek o 5:00 godzinie. Udało mi się nie zwymiotować. Jedyne znane wam miasta, które przejechałem po drodze to Radom i Rzeszów. W Rzeszowie widziałem nad skrzyżowaniem ciekawą kładkę dla pieszych w kształcie ronda. W Niebylcu była jednak przesiadka do drugiego autokaru, ale trwała chwilę. Dojechałem do Sanoka, ale nie na dworcu PKS, ale PKP. Musiałem przejść się nieco, by dotrzeć do kolegi. Niestety nie przyjechał z dwoma rowerami, bo od swojego domu miał dosyć daleko. Nie dałby rady przyprowadzić dwóch rowerów na piechotę i jeszcze pod koniec dnia je zawieźć z powrotem do domu. Fajnie było poznać kolejną osobę poznaną z Internetu. Od razu zaczęliśmy zwiedzać Sanok.

Dawny ratusz miejski z 1700-1800 r.
Widok z placu św. Jana. W oddali po prawej stronie widać Czalnię (576 m) z 17 km, pośrodku Żuków (768 m) 30 km stąd.
Te niebieskie budynki to siedziba Autosanu, a góra w oddali to Gruszka (583 m) 14 km stąd.
    Ciekawy był zamek królewski, który niestety został zniszczony w 1915 roku, a odbudowany w 1934 roku.





    Wybraliśmy się do skansenu, ale tego dnia nie było wstępu za darmo. Zatem wybraliśmy się na północ zobaczyć pewną cerkiew. Akurat w tym rejonie stoi sporo cerkwi. Ta została zbudowana w 1906 roku.



    W drodze do cerkwi przybiegła do nas kotka z dzwoneczkiem na szyi :-D. Jako, że byłem zmęczony po autokarze, to postanowiliśmy już skierować się do pola namiotowego. Mówił, że znalazł jakieś niestrzeżone i bezpłatne. Musiał już jechać do domu, więc od tego czasu sam wędrowałem na to pole w Międzybrodziu.


W drodze do Międzybrodzia
    Znalazłem ten kawałek terenu. Nikt nie rozbił żadnego namiotu. Był niby znak drogowy, że to są tereny rekreacyjne, ale mimo tego obawiałem się, że ktoś zwróci mi uwagę lub policja mnie zgarnie. Na szczęście przez całą noc nic się złego nie stało. Zbyt wcześnie rozbiłem namiot i nie miałem co robić. Pozostało jedynie czytać książkę. Następnego dnia kolega miał pojawić się już z dwoma rowerami, bo akurat do Międzybrodzia ma niedaleko. Niestety musiał zostać w domu, więc głodny musiałem dojść do Sanoka. Na szczęście szybko dojechałem autostopem do Kauflandu i kupiłem to, co chciałem. Taki byłem ucieszony jedzeniem i piciem, że przez następne parę godzin czułem taką sytość, że ciężko mi się chodziło. Z kolegą spotkałem się przy skansenie, który jednak postanowiłem zwiedzić za 14 zł. Znów pojawił się bez roweru :-(.


Skansen w Sanoku jest największym skansenem w Polsce!






Winda wyciągowa
    Po zwiedzaniu skansenu kupiłem sobie pamiątkę i ruszyliśmy na wyprawę do Orlego Kamienia. To głaz położony na 518 m n.p.m w Górach Słonnych. Wyobrażacie sobie łażenie pod górę z takim plecakiem? Na szczęście miałem pomocną dłoń.


Coraz wyżej...


Jeszcze wyżej...
W drodze na Orli Kamień, ale już jest blisko.


Oto jest!
    Po drodze spotkaliśmy zaskrońca zwyczajnego. To taki czarny, nieszkodliwy wąż. Pamiętam jak w podstawówce uczyli odróżniać żmiję zygzakowatą od zaskrońca.
    Kolega o 17 musiał już jechać do domu. Pożegnaliśmy się i włączyłem GPS'a by dostać się na dworzec PKP. Hah, byłem zadowolony. Autokar miał pojawić się o 21:00. Ściemniało się, a z nor zaczęły wyjawiać się dresy. Dopiero o 21:30 przyjechał. Na szczęście nocą jedzie się o wiele lepiej - nie widzisz obiektów migających przez okno, więc nie czujesz się źle. I tak nie zasnąłem. W domu pojawiłem się o 3:40.
    To była świetna wycieczka! Pierwszego dnia przeszedłem 17 km, a drugiego 18 km. Fajnie było no i mam nadzieję, że niedługo znowu nakieruję na któreś miejsce na mapie palcem. Najpierw chcę zrealizować następne wycieczki rowerowe i wyjazd w trójkę na Mazury.