poniedziałek, 30 maja 2016

Najstarsza sosna w Polsce

    Witajcie pasażerowie. Dziękujemy za wybranie linii rowerowych Introwerzysta S.A. W okresie napadających na nas burz, w ten ostatni suchy dzień pojedziemy zwiedzić gminę Mińsk Mazowiecki. Przejedziemy się wsiami dookoła Mińska Mazowieckiego. Najpierw na południe, potem na wschód i na północ, a w Gliniaku urządzimy postój w cieniu najstarszej sosny zwyczajnej w Polsce. Nie zabraknie takich atrakcji jak X-tremalny wiatr i X-tremalne wyboje™. Zatem zajmijcie siedzenia i cieszcie się jazdą tanimi liniami rowerowymi Introwerzysta S.A. Zmieniamy się na lepsze dla was!
Nie ponosimy odpowiedzialności za ubrudzone siedzenia po osobach chorujących na chorobę lokomocyjną.

Wielgolas Duchnowski
Wyszło 146,4 km. Przebieg:

Warszawa>Sulejówek>Zakręt>Nowy Konik>Stary Konik>Brzeziny>Wielgolas Duchnowski>Górki>Poręby>Teresław>Celinów>Jędrzejnik>Zamienie>Maliszew>Józefów>Grębiszew>Wólka Iłówiecka>Kluki>Iłówiec>Grabina>Pogorzel>Nowa Pogorzel>Mikanów>Chmielew>Marianka>Huta Mińska>Cielechowizna>Gliniak>Tartak>Prusy>Tartak>Chochół>Mińsk Mazowiecki>Targówka>Stare Zakole>Zakole-Wiktorowo>Barcząca>Budy Barcząckie>Anielew>Budy Janowskie>Dziękowizna>Ignaców>Janów>Kolonia Janów>Osiny>Nowe Osiny>Mińsk Mazowiecki>Karolina-Kolonia>Stara Niedziałka>Niedziałka Druga>Stara Niedziałka>Karolina>Wólka Mińska>Dłużka>Wólka Mińska>Królewiec>Arynów>Stojadła>Choszczówka Stojecka>Kobierne>Dębe Wielkie


    Na tej wycieczce nie będzie dużo zdjęć, bo za bardzo skupiałem się na jeździe i wiedziałem, że zastanę podobne krajobrazy jak w gminie Dębe Wielkie. Chciałem pojechać w piątek, ale zapowiadali burze i faktycznie padało, a zwłaszcza w nocy, chociaż to nawet dobrze. Wstałem o 5:00, od razu spojrzałem na prognozę pogody i rozczarowałem się zapowiadanymi burzami.
    Planowałem pojechać w sobotę i też zapowiadali burze, ale tym razem jeszcze bardziej się rozczarowałem, bo przez cały dzień nie było nawet pochmurnie! Dopiero pojechałem w niedzielę. Wstałem o 4:30 i o 5:30 wyjechałem na rower. Nie zapowiadali opadów, ale nieco silniejszy wiatr wiejący ze wschodu, a właśnie w tamtym kierunku będę głównie jechać. Jednak zaryzykowałem, bo w następnych dniach zapowiadają jeszcze silniejszy wiatr i już bardziej gwarantowane burze.
    Na skrzyżowaniu ulicy Strażackiej z ulicą Chełmińską był ostatnio remont i tym razem również był, ale było pusto. Przejechałem przez Warszawę Rembertów i Wesołą. Było cicho i spokojnie. Wybrałem sobie inną drogę w Sulejówku, a to była część chyba czerwonego szlaku. Zastałem różne osoby w cywilnych ubraniach jadące na rowerach. Dojechałem do drogi krajowej 2 i jechałem ciągiem pieszo-rowerowym aż do Wielgolasu Duchnowskiego. Tam skręciłem w prawo na skróty, by dojechać do Jędrzejnika. Już wtedy wiatr zaczał dawać się we znaki.

Początek skrótu do Górki
    Na polnej drodze było pełno komarów. Zastałem na drodze bociana, który uciekł, ale zaraz pojawił się na łące po prawej stronie. Zanim zrobiłem mu zdjęcie, to jeszcze na chwilę zawróciłem, bo widziałem innego ptaka po lewej stronie w oddali i nie przypominał bociana. Widziałem jak już się patrzył na mnie bokiem, więc w pośpiechu zrobiłem zdjęcie. Mam jeszcze drugie w przybliżeniu, ale gorszej jakości.

A więc to żuraw!
A tu nasz bociek uciekinier. Wygląda sympatycznie.
    Zrobiłem sobie krótką przerwę na batona w lesie za Teresławem. Tam jest położona asfaltowa droga. Usiadłem na szlabanie. Właściwie, to nie lubię siedzieć na czymś wąskim, np. rury, drabinki. Może mnie zacząć boleć lewa lub prawa noga w okolicy zgięcia nogi. Dopiero w Jędrzejniku zaczęły się dla mnie nowe miejsca, chociaż ten skrót też był nowy.

Kaplica Matki Bożej Różańcowej w Józefowie.
Wjazd do lasu za Józefowem.
    Za lasem przejechałem przez drogę krajową 50. Widziałem coraz więcej ludzi jadących rowerami do kościoła. W Klukach miałem przejazd kolejowy i po tym drogę piaszczystą. Na szczęście na krótko.

Nowa Pogorzel
Chmielew
    Było raz ładnie z górki i jechałem przez pewien czas na północ. To jednak były wciąż południowe miejscowości. Od Marianki już zaczęło się więcej terenów zabudowanych.
    Dojechałem do Gliniaka i w lesie zatrzymałem się na małym parkingu rekreacyjnym. Widziałem truchtaczy. Parking to ładnie wyrównana ziemia, ogrodzona drewnianym ogrodzeniem. Nie było tam ławek, ani wiat. Były może ze 3 zaparkowane samochody. Od parkingu prowadziła droga do pomnika przyrody. Zastałem najstarszą sosnę zwyczajną w Polsce!

Najstarsza sosna zwyczajna w Polsce
    Ma 360 lat, 360 cm obwodu pnia i 22 m wysokości! Wyróżnia się wysokością i grubością pnia, a także dodatkowymi konarami i grubymi gałęziami. Przeczuwam, że zaczął rosnąć w drugiej połowie XVII wieku.


    Moja lewa noga wciąż bolała przy mocniejszym pedałowaniu, a miałem dopiero 75 km przy sośnie. No nic, ruszyłem dalej. Przejechałem przez Tartak jedyną drogą do Prus i tak samo zawróciłem.

Prusy
    Jeszcze przez Chochół i dojechałem do Mińska Mazowieckiego. Minąłem szkoły, całkiem ładne osiedla ze sklepami na parterze i niedaleko stację kolejową. Na chwilę miałem ścieżkę rowerową. Zacząłem zwiedzać miejscowości na wschód od Mińska Mazowieckiego i wtedy to już w ogóle miałem dość mocno pod wiatr. Musiało wiać 16 -18 km/h. 

Zakole-Wiktorowo
    W Budach Barcząckich jest stacja kolejowa i chyba bez biletomatów. W razie czego, to na stronie internetowej Kolei Mazowieckich jest pokazana tabelka do pobrania z listą stacji, gdzie można kupić bilet w biletomacie. Być może na tej stacji wysiądę następnym razem, zamiast jechać przez znany mi Sulejówek.

Budy Barcząckie
    Ignaców było wschodnim krańcem wycieczki i w końcu mogłem jechać na zachód i zwiedzić północne miejscowości. Usiadłem sobie na trawie przy drodzej krajowej biegnącej do Kałuszyna. Miałem 101 km na liczniku i dopiero wtedy skończyła się mordęga jazdy pod wiatr. W powrocie jechałem przynajmniej 28-30 km/h, ale i tak byłem mocno zmęczony.

Karolina
    Postanowiłem tylko dojechać do Niedziałki Drugiej, zamiast ją objechać i zrobić tak samo z pozostałymi miejscowościami ze względu na zmęczenie.

Kościół MB Dobrej Rady w Wólce Mińskiej
    Więc dojechałem do Dłużki i zawróciłem do Wólki Mińskiej. Miałem okazję przejechać nad Autostradą Wolności.

Autostrada Wolności
    Zwiedziłem Królewiec i Arynów jako ostatnią miejscowość na dzisiaj. Teraz pozostało dojechać do znanej mi drogi krajowej i dojechać ciągiem pieszo-rowerowym do Dębe Wielkim. Szkoda, że prowadziła do niej inna droga krajowa na której jest zakaz dla rowerzystów i pieszych. Tylko na wiadukcie nad torami był chodnik, więc przedostałem się na drugą stronę torów, zszedłem i pojechałem na zachód, szukając innej drogi. Jak widzicie na mapie tej trasy, podjąłem parę prób dojechania do drogi krajowej. Skręciłem w prawo: dojazd do posesji. Skręciłem dalej w prawo: dojazd do posesji. Pojechałem trawiastą drogą: Donikąd. Skręciłem w lewo od trawiastej drogi: dojazd na tyły gospodartwa. Grr!
    Zawróciłem do wiaduktu i pojechałem inną drogą. Dojechałem do jej końca na szczerym polu... jednak ktoś wydeptał w wysokiej trawie ścieżkę i dojechałem do upragnionej drogi krajowej. Wracałem sobie na zachód i raz z prędkością 45 km/h. To dziwne, bo przecież miałem być zmęczony. Na stacji Nowe Dębe Wielkie kupiłem bilet w biletomacie i poczekałem na pociąg. W rozkładzie jazdy było na każdym pociągu zaznaczone, że są w nich przedziały dla rowerzystów. Przyjechał pociąg, rozglądam się na całej jego długości i nie zastałem żadnego przedziału dla mnie. Pociąg był dziwnie wąski, krótki, a ludzie siedzieli nawet na rozkładanych siedzeniach tuż przy drzwiach. Nie było mowy bym miał wsiąść do tego pociągu. Głupio mi było tak pobiec do drzwi, jakbym chciał wsiąść i zrezygnować. To był pociąg ER75. Grr! Kupiłem drugi bilet i tym razem przyjechał już normalny pociąg z przedziałami. To był EN57KM. Był prawie pusty. Niektórzy dosiadywali się na następnych stacjach i czekali na konduktora. Wysiadłem dla odmiany na stacji Warszawa Wschodnia.
    To by było na tyle. Padam z nóg. Nauczyłem się po raz kolejny tego, by nie wybierać wietrznych dni do jazdy. To zupełnie inna różnica jak w maju pojechałem na 150 km bez zmęczenia, bo nie było wiatru. Następnym razem zajrzę do powiatu przasnyskiego ;-)

sobota, 21 maja 2016

Łąki Krubińskie

    Mam swoje ulubione miejsca. Uderzają się stołkami o pierwsze miejsce, a ich liczebność jest mała. Szukam nowych miejsc, do których będę wracać i się ładować. Znalazłem "raj na ziemi" rok temu w połowie maja. Hah, może nie każdy się tym urzeknie, ale to jest wał przy rzece Narew w gminie Wieliszew. Przez pierwszą połowę nie ma tam zabudowań. Dopiero potem się pojawiają, ale są to domki letniskowe i wciąż jest niesamowicie. Wał zaczyna się niedaleko Nowego Dworu Mazowieckiego i kończy się w Zegrzu Południowym. To czyste 20 km radości!

Przejazd kolejowy w Lasach Chotomowskim
Wyszło 40,4+75 km. Przebieg:

Warszawa>Jabłonna>Legionowo>Chotomów>Janówek Drugi>Góra>Janówek Pierwszy>Krubin>Góra>Kępa Kikolska>Sikory>Topolina>Poddębe>Zegrze Południowe>Nieporęt>Rembelszczyzna>Warszawa


    Jak widać po niebieskich literkach, już wcześniej zwiedziłem te miejscowości. Rok temu zwiedziłem północną część gminy Wieliszew i jechałem wtedy tym wałem, ale 3 razy musiałem z niego zboczyć, z czego przejechałem na nim tylko 7 km. Było bardzo fajnie i jak nastała jesień albo zima, pomyślałem, że kiedy będzie zielono, wybiorę się znów na stare śmieci i tym razem dojadę do końca, czyli na 20 km. Żeby było ciekawiej, poszukam na wycieczce 11 ukrytych skrzynek, które załadowałem z mapy opencaching.pl do GPSa. Ostatnio powróciłem do geocachingu i szukałem skrytek nad Wisłą. Znalazłem dwie przy moście Grota-Roweckiego, a dwie kolejne przy moście Północnym. Czy uda mi się znaleźć ich 11 na tej bardziej-przejażdżce-niż-wycieczce?
    Chciałem, żeby było słonecznie, więc poczekałem aż miną pochmurne dni, a było ich ostatnio całkiem sporo. Chciałem znów odwiedzić Lasy Chotomowskie i tamten przejazd kolejowy w samym środku lasu, gdzie za pierwszym razem wystraszyłem się odstraszaczem na zwierzęta UOZ-1.
    Pojechałem szlakiem Golędzinowskim, ulicą Modlińską i tym razem przejechałem się ścieżką rowerową przez dzielnicę Tarchomin. Tam stoi najwyższy słup wysokiego napięcia w Polsce! Ma 127 metrów wysokości.

Najwyższy słup wysokiego napięcia w Polsce - 127 metrów wysokości.
    Przejechałem się przez Legionowo, wyszukując ścieżki rowerowe i potem przez Chotomów. Jest tam małe rondo z sześcioma wlotami :D. W końcu dojechałem do lasu i pojechałem inną drogą niż rok temu. Spodziewałem się dzików, ale nie pojawiły się.

Lasy Chotomowskie
    Po jakimś czasie ścieżka była zacieniona krzakami i zwężała się. Wygodnie jechało się po ubitej ziemi.


    Dojechałem do przejazdu kolejowego w samym środku lasu. Zjadłem sobie pączka. To mój kolejny eksperyment co zabierać ze sobą na większy głód, choć to tylko jest przejażdżka. Zdążyłem wypatrzeć szybko zasuwające Pendolino i pociąg towarowy. Odstraszacze UOZ-1 dalej odtwarzały nagrane odgłosy zwierząt, by odstraszyć zwierzęta od torów przed nadjeżdżającym pociągiem.

ET22 w kierunku Chotomowa
    Dotarłem na miejsce ukrycia pierwszej skrzynki. Jest ukryta pod patykami niedaleko szlaku rowerowego i turystycznej wiaty z ławkami i mapą. Co rok przebiegają tam uczestnicy ultramaratonu powstańczego. Autorem skrzynki jest podobno obecny wójt gminy Wieliszew.

Skrzynka "Biegu Uroczysko Bagno"
    Więc co my tu mamy: Worek nówka-sztuka na buty z napisem "Gmina Wieliszew", dwie zabawki (obracanie nimi, by kulki wpadły do dziurek), odblaskowy breloczek, zaproszenie na pokaz chyba sztucznych wulkanów... nie pamiętam i geocoiny. Wziąłem worek, jednego geocoina, który jest moim pierwszym do kolekcji i zastąpiłem zabawkami. Skrzynka jest świeża, bo założona tego maja i jestem dopiero trzecią osobą, która go znalazła i dlatego zastałem w niej jeszcze przedmioty nadające się jako "starter pack".
    Wszystko przebiegało fajnie, ale zaraz po znalezieniu skrzynki zadzwoniła do mnie rodzina i musiałem jak najszybciej wrócić do domu. Otóż pewna osoba z daleko mieszkającej rodziny trafiła do szpitala (od razu informuję, że to fałszywy alarm) i rodzice tam pojechali. Normalnie to nic złego zostawić dom pusty. Mógłbym dalej jechać, ale wyjątkowo sąsiedzi wyjechali i zostawili nam swoje klucze i pod opiekę psa. A ktoś musi go wyprowadzić! Tylko raz zdarzyło mi się przerwać wycieczkę daleko od domu. Byłem załamany ;_;. Dojechałem do pobliskiej stacji kolejowej i wróciłem pociągiem do domu. Tak się składa, że i tak według trasy miałem minąć blisko stację kolejową Janówek. Przejechałem 40,4 km. Przez resztę dnia rozczarowany wyprowadzałem psa.
    Następnego dnia pojechałem jeszcze raz, bo miało być słoneczniej, cieplej i mniej wietrznie. Tym razem dojechałem pociągiem do dokładnie tego miejsca, gdzie wczoraj skończyłem. Tak więc jedziemy dalej!
    Następne dwie skrzynki są położone na łąkach na północ od Krubinu. Dojechałem tam niebieskim szlakiem rowerowym.

W poszukiwaniu dwóch skrzynek
    Na tych łąkach nie ma żadnych zabudowań, ani żadnych konkretnych pól. Są tu po prostu dzikie łąki i torfowiska. Oprócz niebieskiego szlaku rowerowego, nie widziałem żadnych innych wydeptanych dróg.

Łąki Krubińskie
    Znalazłem pierwszą skrzynkę oddaloną od szlaku. Prowadziłem rower przez łąki. Była przykryta pod spalonym drzewem. Kesz był w tragicznym stanie. To stłuczona butelka z mokrymi, brudnymi sklejonymi ze sobą przedmiotami. Zidentyfikowałem zabawkę i zerwane dwie gumki do włosów. Ledwo wpisałem się do logbooka (dziennika). Dobrze, że można, wpisując komentarz, poinformować o konieczności serwisu skrytki. Druga skrzynka jest 850 metrów ode mnie. Rozpoczęła się mocna tułaczka, którą długo nie zapomnę. Nie było żadnych dróg, więc prowadziłem rower przez mokre i czasami głębokie torfowiska. Widywałem ledwo widoczne stare ślady po pojazdach 4x4. Dało się je dostrzec po nieco krótszej i jaśniejszej trawie. I tak to było tyle co nic. Po 1,4 km dotarłem na miejsce. Musiałem się raz wrócić, bo na drodze miałem rzeczkę i szukałem do niej mostku. Zastałem na miejscu ambonę myśliwską.

Miejsce ukrycia skrzynki #3
    Wszedłem na górę i rozejrzałem się dookoła. Sprawdziłem pod siedzeniami, deskami i na suficie. Przeczytałem opis i wskazówkę w GPSie. W komentarzu ostatnia osoba napisała, że nie znalazła skrzynki, a przedostatnia, że powinna być na górze na zewnątrz po lewej stronie od drabiny. Więc poczułem się trochę jak Nathan Drake z Uncharted 4 :-D, sprawdzając na zewnątrz i jednak nie znalazłem skrytki. Czekał na mnie powrót do cywilizacji. Wracałem tak samo przez torfowiska, ale bezpośrednio prosto i myślałem "kiedy to się w końcu skończy". Moje nogi były całe pokaleczone wysoką roślinnością :-D. Szlak rowerowy to metropolia w porównaniu z torfowiskami!
    W Krubinie znalazłem skrzynkę #4 na szlaku rowerowym i została ukryta przez tę samą osobę. Zastałem w niej te same rzeczy, oprócz worka na buty. Była ukryta pod sosną w pustym konarze. Najpierw musiałem z niego wyjąć dwa kamienie.

Skrzynka pt:"Kraina Jezior i Stepów"
    Wpisałem się i pojechałem w kierunku miejsca, w którym zaczynał się wał. Zajrzałem do opuszczonego pałacu Poniatowskich z XVIII wieku. Zobaczyć ponad 300-letnie ruiny to bardzo ciekawe doświadczenie. Skrzynka #5 miała być ukryta gdzieś chyba w głębi, ale nie podjąłem próby, bo miejsce było bardzo zarośnięte. Może innym razem.

Letnia rezydencja Poniatowskich z 17xx roku.
W miejscowości Góra
Wiem, że w innym opuszczonym miejscu jest komin, na którym jest skrzynka, ale nie planowałem jej znaleźć i nie należy do dzisiejszych 11 skrytek do znalezienia. Na szczycie i tak zauważyłem gniazdo bocianów.
Znalazłem się na początku wału i w miejscu ukrycia skrytki #6. Tak samo ukryta przez tą samą osobę i znalazłem w niej taką samą zawartość.

Geokesz pt:"Majątek Poniatowskich" :-D
    Teraz rozpocząłem przyjemną jazdę wałem tak jak rok temu, ale do końca i tym razem zrobiłem więcej zdjęć. Na początku droga była pokryta betonowymi blokami, ale po lewej stronie było trochę usypanej ziemi i jechało się wygodniej.

Początek wału <3
    Pora na skrytkę #7. Skręciłem szlakiem czerwonym w prawo od wału i wjechałem w głąb dzikich terenów. Szlak czerwony chyba się skończył, ale dalej biegła ubita droga. Przejechałem przez łąkę, pasmo drzew i na kolejnej łące się zatrzymałem. Przelatywały znacznie niżej samoloty pasażerskie. Pewnie na lotnisko Modlin.

Tam szukać, gdzie drzewo!
    Geoskrzynka była słoikiem ukrytym pod drzewem. W środku zastałem mokry logbook, do którego ledwo się wpisałem. Był w środku mały, biały, pluszowy misiek. Wróciłem tą samą ścieżką nad wał i jechałem dalej na wschód. Pora na mały wysyp zdjęć, pokazujących jak świetnie ten szlak wygląda!

Znak pokazujący, że szlak zielony biegnie prosto, czerwony skręca w prawo, a niebieski się zaczyna/kończy.
Wjazd do lasku. Po prawej stronie widziałem też inną ambonę myśliwską.
Wow wał!
To chyba będzie mój ulubiony szlak #1.
    Zapomniałem dodać, że po lewej stronie biegnie wzdłuż rzeka Narew i tam poszukamy skrzynki #8. Zjechałem z wału, ale wrócę na to samo miejsce i pojechałem do brzegu. Pudło miało być ukryte w zawalonym drzewie. Samo miejsce zapiera dech w piersiach.

Narew
    Brzeg jest wysoki. Nikogo nie zastałem. Po drugiej stronie rzeki widać gminę Pomiechówek z poprzedniej wycieczki. Szukałem geokesza i nie znalazłem. Przedostatnia osoba znalazła ją w 2011, a ostatnia w ostatnim lutym nie znalazła. Napisała "Narew w tym czasie zjadła dużo brzegu". Być może to dlatego. Wróciłem na wał i postanowiłem jechać sobie górą.

Sikory
    Skończyły się dzikie łąki po prawej stronie i zaczęły się domki letniskowe. Pachniało sosnami i szyszkami. Domki były drewniane, miały spiczaste dachy lub prawie płaskie. Bywały małe, ale były i wielkie. Miały prąd i na dachach zbiorniki. Działki były naprawdę nieźle zadbane i dawały fajny, leśny klimat.
    Dobra, nazwijcie mnie leniem, ale nie podjąłem próby znalezienia skrzynki #9 i #10. Skrytka #9 miała być ukryta pod rurociągiem naftowym "Przyjaźń". Ten rurociąg jest tak długi, że sięga do Syberii. Kręcili się tam robotnicy z koparkami, więc dałem sobie spokój. Myślałem, że skrzynka #10 jest ukryta blisko działek i dlatego nie chciałem zjeżdżać w prawo. Zrobiło się trochę pochmurnie, ale nie padało i nie zbierało się na burzę. Minąłem zaporę w Dębem i dojechałem do miejsca ukrycia ostatniej skrytki tego dnia - #11. Więc jest ukryta w jednej z dziupli pewnego drzewa. Parę razy okrążyłem drzewo i przejrzałem wszystkie dziury, zwłaszcza te przy korzeni (według wskazówki) i nie znalazłem jej. Szkoda, że chociaż nie znalazłem 50% skrzynek z tej wycieczki, więc zdobyłem ich 5 na 11. Wróciłem do Zegrza Południowego.

Plaża w drodze do Zegrza Południowego
    Doszedłem do wniosku, że najpierw powinienem szukać na mapie tradycyjnych geoskrzynek, czyli ukrytych pod dokładnymi koordynatami lub chociaż z prostymi wskazówkami i najłatwiejszym poziomem trudności. Dopiero po jakimś czasie mógłbym mieć chrapkę i więcej śmiałości na coś trudniejszego. Przejechałem tego dnia 75 km. To daje 115,4 km. Jeszcze się chciałem pochwalić, że przed Nieporętem osiągnąłem 10 000 km na tym rowerze. Pięciocyfrowy przebieg całkowity na liczniku ładniej wygląda ;-D

czwartek, 12 maja 2016

Pomiechówek

    Ciąg dalszy zwiedzania powiatu Nowodworskiego. Następnym celem jest rejon Pomiechówek. Ma w sobie 26 miejscowości. Sąsiaduje z gminą Zakroczym i jest położony nieco bardziej na północ, ale rozciąga się na wschód, aż do gminy Serock. Znajduje się tam spory las i mam nadzieję, że kiedyś go dokładniej przeczeszę. Na stronie internetowej Pomiechówka jest napisane, że las jest taki ciemny i gęsty, że nadaje ciekawy klimat. Nie miałem ochoty wybierać się pociągiem, więc pojechałem w obie strony na własnych siłach, mijając te same miejsca.

Pendolino w Nowym Dworze Mazowieckim
Wyszło 150 km. Przebieg:

Warszawa>Jabłonna>Rajszew>Skierdy>Suchocin>Boża Wola>Wólka Górska>Nowy Dwór Mazowiecki>Nowy Modlin>Kosewo>Cegielnia-Kosewo>Wymysły>Szczypiorno>Śniadówko>Błędówko>Czarna>Wola Błędowska>Pomocnia>Błędowo>Goławice Pierwsze>Goławice Drugie>Kosewko>Pomiechówek>Stanisławowo>Nowy Dwór Mazowiecki>Bronisławka>Pomiechowo>Pomiechówek>Brody-Parcele>Czarnowo>Brody-Parcele>Psucin>Wólka Kikolska>Kikoły>Nowe Orzechowo>Stare Orzechowo>Wójtostwo>Zapiecki>Ludwinowo Dębskie>Dębe>Komornica>Wieliszew>Łajski>Michałów-Reginów>Legionowo>Warszawa



    Pojechałem znów szlakiem Golędzinowskim wzdłuż Wisły, a potem ulicą Modlińską. Zauważyłem, że dużo uczniów z plecakami jechało na rowerach do szkoły. Niedawno temu słyszałem gdzieś, że za dojazd rowerem do szkoły, otrzymuje się jakieś punkty. W Jabłonnie po lewej stronie jest ciąg pieszo-rowerowy. Trochę mi głupio, że zapomniałem o nim, więc postanowiłem nim pojechać, zamiast jechać ulicą. W drodze do Nowego Dworu Mazowieckiego widziałem buszującego w rowie bociana białego. Nowe miejsca zaczęły się za rondem, za mostem nad Narwią. Teren wyraźnie się podniósł i może znów zobaczyłbym wieżowce Warszawy z daleka, choć już nieco bliżej. Po wyjechaniu z Nowego Dworu Mazowieckiego zrobiłem 29 km pętlę.

Nowy Modlin. Sorry za zamglony obiektyw. To się zmieni po paru zdjęciach.
    Często mijałem minibusy szkolne. Jako, że to było moje drugie 150 km, postanowiłem zrobić 5-10 minutowe przerwy co 30-40 km.

To taki mój wymysł?!
    Musiałem na krótki czas wjechać na piaszczystą drogę polną, by dojechać do Szczypiorna.

W drodze do Szczypiorna
    W Szczypiornie płynie rzeka Wkra. Kojarzyłem ją z lekcji geografii. Jest dopływem Narwii, a zaczyna się w Nidzicy w województwie warmińsko-mazurskim. Zwykle w takich miejscowościach na brzegach są poustawiane rekreacyjne drewniane zadaszenia, parasole i parkingi dla samochodów.

Rzeka Wkra w Szczypiornie

    Wjechałem z powrotem na asfaltową drogę i wtedy zaczęły się już konkretne wiejskie tereny z pagórkami. Tak samo jak w gminie Zakroczym. Minąłem znów wieś Czarna, tak jak na poprzedniej wycieczce i tym razem pojechałem dalej na północ. Było bardzo ładnie, słonecznie i w oddali widziałem normalne gospodarstwa, gdzie stodoły nie pełniły funkcję garażu.

Błędówko
Jakieś opuszczone stodoły/garaże/chlewa/magazyny w Woli Błędowskiej
    W jednym miejscu był stromy zjazd, ale i tak osiągnąłem 46 km/h. Okrążyłem pole golfowe i hotel "Lisia Polana" w Pomocni. Nie było zbyt wiele widać przez ogrodzenie. Leżało mnóstwo żółtych piłek golfowych i miałem nadzieję, że coś wypadło na drogę, ale jednak nie ;-)

Widok na Nowiny
    Skręciłem na drogę gruntową i mogłem zobaczyć w bliższej odległości turbiny wiatrowe z poprzedniej notki. Były oddalone o 4,5 km, a nie - jak poprzednio -  6,4 km.

Błędowo
    W Błędowie widziałem dużo domków letniskowych. Tak samo przebiega przez miejscowość Wkra i tak samo nad brzegiem były porozstawiane płotki, tablica informacyjna, plac zabaw oraz wiaty. Co ciekawe, jest most wantowy z jednym pylonem nad Wkrą. Zbyt wąski, więc pojazdy czekają, aż te z naprzeciwka przejadą.

Most podwieszany w Błędowie
    Goławice Pierwsze i Drugie tak samo głównie składały się z mniejszych działek. W końcu mogłem wjechać do lasu.

Goławice Pierwsze
    W lesie czekał na mnie zjazd. Szybko poszło i zjechałem do Kosewka, który też leży nad Wkrą. Na plaży siedziało sobie parę osób. Na drugą stronę rzeki dostałem się przez kładkę.

Widok na zachód
Widok na wschód
    Skończyła się 29 km pętla, kiedy dojechałem do Pomiechówka. Podobno gdzieś przy drodze stoi 200-letnia sosna, ale nigdzie jej nie widziałem. Musiałem pomęczyć się drogą krajową. Był zakaz jazdy dla rowerzystów, więc jechałem obok. Znowu przywitałem się z Nowym Dworem Mazowieckim... niezręcznie, bo drugi raz :-D.

Mały cerkiew św. Aleksandry w Stanisławowie. Ciekawie wygląda pozłacany dach.
    Zjechałem na dół na otwarty teren niedaleko Narwi i zrobiłem sobie przerwę. Jest tam również ciąg pieszo-rowerowy oraz szlak oznaczony kolorem, którego nie pamiętam.

Bronisławka
    Buue! Jednak nie lubię jeść pieczywa, które ma już więcej niż jeden dzień. Snacki gyros są wciąż dobre w środku, ale ich pieczywo jest już ciężkie do przełknięcia. Muszę wymyślić, co mógłbym innego zabrać do jedzenia na większy głód. Może pączki?

Kościół św. Anny  w Pomiechowie
    Kościół św. Anny w Pomiechowie to zabytek, który warto zobaczyć. Jest z 1415 roku, ale został mocno przebudowany w 1700-1799 roku. W czasie drugiej wojny światowej został zniszczony i potem odbudowany. Jak widać, łączy w sobie parę stylów z różnych epok.
    Z daleka na południe widziałem większe chmury. Podobno tego dnia w Warszawie miała być burza. ZaSMSował do mnie kolega z informacją, że u niego już błyska. Wiedziałem, że jak zacznę wracać, to wtedy powinien mnie spotkać deszcz, ale nie burza. Na razie u mnie było spokojnie, ale już nie tak słonecznie. Dojechałem do kolejnej atrakcji - Lasu Pomiechowskiego. Przejechałem przez niego, by dostać się do Wólki Kikolskiej.

Lasy Pomiechowskie
    Na stronie gminy Pomiechówek jest napisane, że drzewa rosnące blisko siebie sprawiają, że ten las jest zacieniony, co daje ciekawy klimat. I mają rację! Było naprawdę ciemno i chłodno, a niektóre drzewa mogą tu mieć 200 lat.

Gęsty ten las.
    Wjechałem do gminy Nasielsk. W Psucinie są stawy i OSP. Na północy niebo było jasne, ale tutaj nie. Do końca wycieczki było już ciemno, chociaż jak wjechałem do Legionowa, to już się rozjaśniało.

W oddali Wólka Kikolska.
    Wólka Kikolska wyglądała ciekawie, bo wyglądała jak typowa wieś z polami, ale otoczona prostymi jak linijka ścianami lasu. Powróciłem do drogi krajowej i zwiedziłem kolejne miejscowości. Po zwiedzeniu Nowego Orzechowa zaczęło padać, ale nie grzmiało. Schowałem komórkę ze słuchawkami do plecaka, założyłem kurtkę przeciwdeszczową i pokrowiec na plecak, włączyłem światła i jechałem dalej. Minąłem w deszczu Wójtostwo. W sumie ten deszcz był jak zbawienie, bo orzeźwił mnie, ale niestety na krótko.

Zapiecki. Jakieś 3 minuty po deszczu, a już sucho się robi.
    Znowu uchwyciłem wieżowce Warszawy i tym razem w bliższej odległości, bo 30,6 km. Widać na niej również elektrociepłownię Żerań, 5 km od mojego domu :-D. Wierzę, że tam musiała obecnie być burza.

Stare Orzechowo i na horyzoncie Warszawa
    Znalazłem się w powiecie Legionowskim i to by było na tyle w zwiedzaniu gminy Pomiechówek. Przy 112,5 km zatrzymał mi się licznik, grr! Od paru dni cyfry na nim były mniej widoczne. Mam w domu nową baterię, więc nie będzie problemu, by ją wymienić. Więc licznik dalej wyświetlał liczby, ale przestał liczyć kilometry. Sprawdziłem kabel i magnes i wszystko było w porządku, więc nie wiem co się stało. Może to przez słabą baterię, albo deszcz? Włączyłem GPS, by liczył mi dystans.
    Wróciłem do domu przez Legionowo i Choszczówkę w Warszawie. Nie złapała mnie burza, ale padała mżawka. Moje drugie 150 km wypadło lepiej i tak mniej oficjalnie w mojej głowie. Czuję, że mogę kiedyś pojechać na więcej. Polecam Lasy Pomiechowskie. Kiedyś tam na pewno wrócę!