środa, 26 kwietnia 2017

Dalej na północny-wschód do Małkini Górnej

    Ta wycieczka to 1/2 drogi na wschód do granicy Polski z Białorusią przy Czeremchy. Planem jest pojechanie rowerem do Małkini Górnej i powrót pociągiem do domu. Innego dnia dojechanie do Małkini Górnej już pociągiem i stamtąd rowerem na wschodnią granicę Polski i dłuuugi powrót pociągiem. Na razie z kolegą wybrałem się rowerami do Małkini Górnej. Małkinia Górna to miejscowość położona w powiecie ostrowskim. Jest oddalona od Warszawy w odległości 83 km w kierunku północno-wschodnim. Znajduje się tam stacja końcowa Kolei Mazowieckich, jednak wciąż w województwie mazowieckim.

Stare dobre Rżyska.
Wyszło 110,9 km. Przebieg:

Warszawa>Marki>Kobyłka>Czarna>Helenów>Rżyska>Stary Kraszew>Rasztów>Wola Rasztowska>Roszczep>Krusze>Kozły>Wólka Kozłowska>Rysie>Fiukały>Mokra Wieś>Wężówka>Jadów>Zawiszyn>Owsianka>Łochów>Łopianka>Ostrówek>Majdan>Ogrodniki>Zagrodniki>Księżyzna>Mrozowa Wola>Sokółka>Kołodziąż>Orzełek>Złotki>Prostyń>Treblinka>Małkinia Górna


    Wczoraj wiał silny (21 km/h) wiatr w kierunku północnym, więc częściowo mieliśmy z wiatrem i wiatrem bocznym. W poprzedni wtorek zachorowałem i wczoraj jeszcze nie wyzdrowiałem do końca. Mimo to dałem radę. Wciąż jeszcze kaszlę, ekhu ekhu! Spotkałem się z kolegą przy Carefourze Wileńskim i pojechaliśmy ścieżkami rowerowymi wzdłuż drogi 634. Niebawem ścieżka się skończyła i trzeba było jechać ulicą. Jak zwykle mnóstwo pojazdów przejeżdżało. Pewien autokar minął mnie na milimetry! Miał obok dużo miejsca. Na pewno zrobił to złośliwie.
    Podczas jazdy to ja wyjątkowo jechałem pierwszy. Ustalałem stałe i normalne tempo. W głębi Marek, za parkiem Briggsów skręciliśmy w prawo do lasu Markowego.

Las Markowy
    Wzdłuż lasu oczywiście biegnie droga 631 od strony Zielonki, którą jechałem wiele razy raniutko 3 lata temu. Po drugiej stronie drogi widnieje znak zakazu wjazdu z powodu budowy obwodnicy Marek. W 2015 roku pojechałem tym samym skrótem, by ominąć drogi o wysokim natężeniu i Wołomin. Wtedy to była normalna leśna droga. Teraz tam budują brakujący odcinek S8. Ta droga ekspresowa przerywa się przy M1 w Markach i zaczyna z powrotem dopiero w Radzyminie. Zamierzają dobudować tę przerwę w tym lesie. Jako, że kolega chciał jechać, to zignorowaliśmy znaki zakazu i pojechaliśmy w nieogrodzony plac budowy. Nie jedźcie tam, dopóki nie skończy się budowa obwodnicy. Podobno ukończą ją w wakacje. Plac budowy miał dużo przestrzeni i był prawie pusty. Zaraz wyjechaliśmy z niego po drugiej stronie.
    Teraz trzeba przejechać przez cały powiat wołomiński na wskroś. Oj, przypomniał mi się 2014 i 2015 rok. Zdarzą się mimo to dwa nieznane mi odcinki. Za Kobyłką droga była naładowana dziurami i czasem szkłem. Poczułem zbyt miękki grunt i bicie w tylnym kole. Złapałem gumę :(. W wymianie wykorzystałem ostatnią zapasową dętkę. W dodatku z nielubianym przeze mnie wentylem presta. Miły pan w BMW spytał się czy pomóc, czy mamy potrzebne narzędzia, ale wszystko mieliśmy.

Rżyska
    W Rżyskach z którejś działki dało się słyszeć odgłosy ptaków drapieżnych. Jestem takiej myśli, że ktoś puszcza nagrane odgłosy, by odstraszyć jakieś szkodniki.

Las w Rasztowie
    W lesie mieści się jakiś spory teren przemysłowy. Widocznie produkują tu benzynę. Przyjeżdżają tu bialo-zielono-pomarańczowe cysterny. Po lesie jest przejazd kolejowy. Akurat przejeżdżał ET22 w malowaniu Cargo.

Początek Woli Rasztowskiej
Droga 636
    Parę razy już przejeżdżałem przez Roszczep i pisałem, że zamierzam uchwycić dom z filmu "Kogel Mogel". Za każdym razem nie mogłem znaleźć tego domu i nie miałem konkretniejszych informacji. W końcu udało mi się go uchwycić :D. Widać, że miał za sobą otynkowanie.

Dom z polskiej komedii "Kogel Mogel"!
    Komedia z 1988 roku, znana bardzo dobrze u mojej rodziny. Druga część też. Około 29 lat temu z tego małego okna nad balkonem Kasia uciekła za pomocą liny. Z tego okna wieczorem słyszała jak jej niedoszły pijany narzeczony śpiewał "Daj mi tę noc...". Za domem odbyło się niedoszłe wesele. Dom wtedy był z czerwonej cegły. No dobra, pora jechać dalej.

Szynobus VT-627 jadący w kierunku Wyszkowa.
    Na drodze czasami się widziało słupy z bocianimi gniazdami. Niektóre były bardzo grube, tak, że mogą ważyć 500 kg. Wieś Kozły oznaczały wjazd do gminy Tłuszcz.

Mokra Wieś
    Od Mokrej Wsi odcinek drogi 636 jest mi nieznany, aż do Jadowa. Prowadzi na drugą stronę torów kolejowych i przez dwa ładne lasy. Lasy liściaste jak na kwiecień już tak brzydko nie wyglądają według mnie. Jest już w jakimś procencie zielono.

Do Nowinek
    W Jadowie zrobiliśmy krótką przerwę na skwerku. Przy kościele odbywał się pogrzeb. Zaraz już pojechaliśmy dalej na wschód, w kierunku drogi krajowej.

Pola za Jadowem
    No i pora na drogę 50. Ech, takie nieprzyjazne rowerzystom. Tiry, furgonetki i samochody zasuwają kolumnami. Nie ma poboczy. Żeby uniknąć 970 metrów stresu, wybrałem drogę przez Zawiszyn. Wtedy już trzeba było wjechać na drogę krajową. Nie było innego wyjścia, bo trzeba przedostać się na drugą stronę rzeki Liwiec. Już się ustawiły pojazdy sznurkiem za nami.

Rzeka Liwiec.
    Drogi krajowe są na wyższym levelu. Jest lepsza nawierzchnia, oznakowanie, droga na nasypie, nawet wyświetlacze z prędkością i ostrzeżeniami na temat pogody. Niestety jazda nie wydaje się być przyjazna dla rowerzystów. Po 1,7 km udręki odbiliśmy w prawo spokojną drogą na przedmieście Łochowa.

Inna strona Łochowa
    To mój drugi raz w Łochowie. Choroba, która jeszcze w pełni mi nie znikła, dała o sobie znać. Stałem się senny i miałem ochotę się położyć. Jeszcze do końca nie wyzdrowiałem, ech. Wkroczyliśmy w nieznany mi powiat węgrowski. Trzeba przez niego przejechać na wskroś, ale tylko po jego szerokości. Na pewno mnie ciekawi i intryguje ten rejon, jednak póki co, nie myślę jeszcze o jego zwiedzaniu.

Majdan
Kościół NMP Królowej Polski
    Zachmurzyło się na tyle, że do końca dnia już słońce nie wyjrzało. Mijaliśmy ładne ogródki działkowe w Łochowie. Po Ostrówku znów wjechaliśmy na tę samą drogę krajową. Odcinek prowadzi przez Ogrodniki i Zagrodniki. Tym razem na 3,3 km. Po prawej stronie rozciągają się ładne łąki. Jechało się nawet spokojnie. To są tereny zabudowane, więc kierowcy musieli się opanować. Często nic nie jechało.

Droga 50 w Zagrodnikach
    Zaczął się duży las i wyjechaliśmy z drogi krajowej. Jest tam stacja kolejowa o nazwie Topór. Pojechaliśmy drogą gruntową wzdłuż torów. Wciąż dało się słyszeć wyjące tiry za drzewami. W GoogleStreetView z 2012 roku widać, że ta droga była wąską, zarośniętą drogą polną. Stacja pamiętała poprzednią epokę. Teraz bardzo ładnie zmodernizowali całą linię Warszawa>Małkinia Górna. Wydaje mi się, że każda stacja jest świetnie zmodernizowana z ekranami, wysokimi peronami, latarniami, itp.

Jest szeroka droga.
    Droga gruntowa skręca w prawo na las. Jesteśmy w gminie Stoczek. Zaraz się już zaczyna asfalt w Księżyźnie. Tereny z lasami dookoła coraz bardziej wydają się być odludne. Siły mi powróciły i czułem się jakbym już wyzdrowiał :D.

Rzeczka Ugoszcz
    Mrozowa Wola, kolejny las i Sokółka minęły szybko. Od Sokółki zaczęła się gmina Sadowne. Kolega miał ochotę zrobić przerwę na poboczu w Kołodziążu. Tak więc zrobiliśmy. Miałem na liczniku około 90 km. Gdybym jechał sam, nie opłacałoby mi się już robić przerwy. Było cicho i mocno wiało z południa. Ani żywej duszy na ulicy. Stoją sobie murowane i drewniane domy. Niektóre drewniane mają ładne i duże ganki. Decyzja kolegi nie okazała się taka zła, bo w oddali dostrzegłem dwa żurawie.

Żurawie!
    Warto wiedzieć, że żurawie są większe od bocianów. Po paru minutach ruszyliśmy dalej. Towarzyszył nam boczny wiatr.

Ładne czerwone okno. Powód dla którego zrobiłem to zdjęcie :D
Coraz bardziej odludnie. 
    A niech to! Do tej pory nie złapałem żadnego sygnału radiowego. Będę musiał faktycznie kupić nowe słuchawki. Te już miały parę razy lutowany kabel i zmienianą wtyczkę. Przy okazji rozglądałem się przy obrzeżach lasów czy może trafiłbym na czarnego bociana. Nie trafiłem :(. Na niebie nisko przeleciał czerwony jedno- lub dwupłatowiec. 

Nie ma czarnego bociana, ale za to jest Orzełek.
Ale mokro!
    Po lesie i Orzełkach przejechałem przez Złotki. Wieś leży na małym wzniesieniu. Jak zwykle nikogo nie widzieliśmy.

Opuszczam Złotki
Wieś na małym wzgórzu.
Powróciły z RPA.
    W oddali zobaczyłem kościół w Prostyniu. Wydaje się być wysoki i przypomina Pałac Kultury i Nauki. Wjechaliśmy w powiat ostrowski. Na niebie przeleciał duży szary ptak. Odgadłem, że to czapla, bo w locie miała skrzywioną szyję. Ten kościół to nawet bazylika! Został wybudowany w 1946 roku, czyli zaraz po II wojnie światowej. Oczywiście w tym samym miejscu stały starsze jego wersje. Pierwszy kościół drewniany został wybudowany w 1344 roku w innym miejscu. Ten pierwszy właściwy wybudowano w 1511 roku i w 1547 roku odwiedziła go Królowa Bona. W 1657 roku niedobrzy Szwedzi podpalili kościół. W 1750 świątynie odbudowano. W 1799 rozebrano i w 1808 znów wybudowano. W 1812 w kościół uderzył piorun i niewiele z niego zostało. W 1858 roku znów wybudowano. W 1944 niedobrzy Niemcy wysadzili kościół. W końcu w 1946 wybudowano następny, który stoi do dziś. W 2012 roku stał się mniejszą bazyliką.

Bazylika Trójcy Przenajświętszej i św. Anny w Prostyni.
    Robotnicy jechali ciągnikiem z obładowanymi obiema przyczepami i zbierali różne meble, graty pozostawione na poboczach przez mieszkańców.
    Następna miejscowość to Treblinka. Być może wiecie, że w tych okolicach stał drugi najgorszy niemiecki obóz zagłady zaraz po Auschwitz-Birkenau. Istniał w latach 1942-1943 r. Wywożono tam ludność żydowską z Warszawy. Zginęło około 850 000 osób. Obóz nadzorowało 20-30 Niemców, 80-120 Ukraińców. Więźniowie byli traceni w komorach gazowych, do których nie wpuszczano cyklonu, a tlenek węgla. W sierpniu 1943 r. wybuchł bunt więźniów. Dostali się do amunicji i wybuchła strzelanina po całym obozie. Podczas strzelaniny zginęło 800 więźniów, 25 Niemców i 66 Ukrainców. Tylko 68 więźniom udało się uciec z obozu w trakcie buntu i nawet przeżyć wojnę. Po buncie obóz zaczęto likwidować. W listopadzie 1943 r. obóz już nie istniał. Teraz gdzieś w pobliżu stoi muzeum i pomnik.

Treblinka
    Zbliżaliśmy się już do rzeki Bug. Jest to czwarta najdłuższa rzeka w Polsce. Wjechaliśmy na bardzo ładną, zmodernizowaną drogę 627Od razu pojawiła się ścieżka rowerowa z chodnikiem po lewej stronie. Super porobili, że droga jest na wzniesieniu, są latarnie, nowy niebieski most nad Bugiem.

Bug! Widok na północ.
    Było tak miejsko na moście i ścieżce że poczułem się jak w Warszawie. Niezabudowane leśne tereny w czterech kierunkach świata dodawały surrealizmu.

Ale różowo!
    Nie było nikogo, oprócz jednego lokalnego rowerzysty w kapturze. Na ulicy też coś pusto. Latarnie jeszcze się nie świeciły. Zaraz... dni są długie i słońce wciąż jest wysoko. To przez te gęste zachmurzenie jest tak ciemno jak o 15-stej w grudniu.

Małkinia Górna!
   No i zaczęły się tereny zabudowane Małkini Górnej. Minęliśmy stację kolejową po lewej stronie. Kolega chce jeszcze pojechać w głąb miejscowości, by zjeść kebaba. Planował to od początku wycieczki :D. Znalazł na mapie "Pokusa Kebab" na ulicy Leśnej przy blokach, więc tam pojechaliśmy. Ja i tak miałem swój prowiant, więc nie jadłem. Po tym wróciliśmy na stację kolejową. 
    Tak - jest to końcowa stacja Kolei Mazowieckiej w kierunku północno-wschodnim. Dalej już KM-ki się nie wybierają. Możesz wybrać InterCity i pojechać do np. Białegostoku. Kupiliśmy bilet w biletomacie, który stoi przy budynku stacji. Pociąg będzie za jakieś 40 minut. Parę minut temu odjechał poprzedni. Widać, że jeszcze tutaj perony są stare i niskie, a przecież stare pociągi miały wysoko wejścia. Krakały gawrony. Od peronu do peronu chodził pijany mężczyzna w niebieskiej czapce z daszkiem. Dookoła niego kręciły się dwa młode przyjazne kundelki. Biegały w dwójkę po torach. Pijany facet ze szklaną butelką coś mamrotał. Toczył się coraz bliżej torów i się przewrócił. Jego głowa wystawała poza peron. Na oko z 6 osób pojawiło się na peronie. Oczekują nie na nasz pociąg, a na InterCity. Właśnie przyjechała biało-niebieska Pesa Dart. Jest to najnowszy pociąg od Pesy. Łał, ale w środku musi być elegancko. Pociąg przyjechał z Białegostoku i kieruje się do Warszawy. Kontroler jak zwykle wysiadł na peron, rozejrzał się czy wszyscy już wsiedli/wysiedli. Zauważył leżącego na peronie pijanego mężczyznę z wystającą głową nad torami poza peron. Usłyszałem jak mówił do krótkofalówki "przyślijcie... leży na torze czwartym...". Na początku pomyślałem, że przyjdą sokiści, a za chwilę zjawili się w pomarańczowych luminescencyjnych ubraniach ratownicy. Powiedzieli przyjaźnie "Znowu piłeś?" i poprowadzili go do karetki. Za chwilę się wrócili po jego czapkę, a pieski im towarzyszyły. Jeszcze wcześniej przyjechał nasz pociąg, ale zatrzymał się za stacją, by za parę minut zawrócić na peron. Wtedy już wsiedliśmy z rowerami. Uff, wysoko te wejścia, bo są tak nisko perony. W długim pociągu było oczywiście pusto. Powtórzę to zdanie: "W końcu kto się po południu wybiera do Warszawy? :D".

Stacja kolejowa w Małkini Górnej
    Minęło jeszcze parę minut zanim pociąg ruszył. W tym czasie zdążyłem połazić sobie po całym przedziale i wstąpić do toalety. Przedział dla rowerzystów (jeden z czterech) oferował wyjątkowo też wygodne siedzenia, ustawione przodem do kierunku jazdy. Były też te zwykłe rozkładane, na których siedzi się bokiem. Tak więc cała jazda była bardzo wygodna. Tylko parę pojedynczych osób wsiadło i zaraz przy jakiejś wsi wysiadali. Zauważyłem, że mimo całego pustego wagonu do dyspozycji i tak siadali na tych rozkładanych siedzeniach w przedziale dla rowerzystów tuż przy nas... Nie rozumiem dlaczego tam się zbierają i zabierają miejsca przyszłym pasażerom z rowerem!
Na zachodzie było naprawdę ciemno. Włączyły się światła w pociągu. Na dworze zaczęło padać.
    Przy Warszawie dołączył jeden rowerzysta. Naliczyłem dwa pioruny :D. Dojechaliśmy na stację końcową Warszawa Wileńska. Wtedy w Warszawie dosyć mocno padało i w kurtce przeciwdeszczowej z pokrowcem na plecak wróciłem szybko do domu. 
    Małkinia Górna okazała się być naprawdę ładną miejscowością z tętniącym życiem i na pewno do niej wrócę. Kiedy będzie dobra okazja, dojadę tam z kolegą tym razem pociągiem i stamtąd rowerami ruszymy do Czeremchy. Jest to miejscowość tuż przy granicy Polski z Białorusią i tam chciałbym zobaczyć te magiczne słupki i być może odsłonięte od drzew tereny poza Polską. Dystans by wyszedł podobny do 110 km. Wtedy byśmy wrócili szynobusem do Siedlec i z Siedlec drugim pociągiem do Warszawy Stadion. Kiedy będzie okazja - być może za tydzień, albo nawet za miesiąc - to tam pojedziemy. Póki co dalej będę realizować swoje wycieczki samemu ;). 

wtorek, 18 kwietnia 2017

Gmina Wieliszew - geocaching przy drodze 631

    Nie jest to jakaś długa wycieczka w nowe miejscowości, a przejażdżka po znanym mi terenie. Co prawda były nowe, pojedyncze miejsca, niedaleko odbiegające od drogi. Wybrałem się tego dosyć zimnego i pochmurnego dnia na przejażdżkę po gminie Wieliszew. Wybieram się tam od czasu do czasu, jadąc od Nowego Dworu Mazowieckiego, drogą 631, przez Wieliszew i po Nieporęcie do domu. Tym razem moim celem będzie znalezienie 7 skrzynek. Znalazłem je jakiś czas temu na mapie i załadowałem do GPSa. Zobaczymy jak sprawdzą się znów moje umiejętności znajdowania skrzynek. Jestem dopiero żółtodziobem z 12 znalezionymi skrzynkami na koncie.
    Wyruszyłem gdzieś o 8:15. Tego dnia był śmigus-dyngus, więc nie wiedziałem czy powinienem spodziewać się ataku wodnego. Jeszcze tego by brakowało, żebym mokry dygotał. Pojechałem wałem nad Wisłą na prawym brzegu aż do Jabłonny. Potem już jechałem ulicą Modlińską do Nowego Dworu Mazowieckiego. Do pierwszej skrzynki jeszcze daleko. Zatrzymałem się na małym parkingu leśnym. Usłyszałem odgłosy podobne do jastrzębia. Okazało się, że to jednak odgłosy dzięcioła czarnego. Widziałem jak wylądował na drzewie i zaraz odleciał, a za nim jeszcze kolejne. Jest to największy gatunek dzięcioła w Europie. Jest czarny i ma czerwoną "czapkę" na głowie. Jadąc, zobaczyłem sarnę tuż przy drodze, która stała i się nie ruszała. Mogłem zrobić zdjęcie, heh, ale nie chciało mi się już zatrzymać. Dojechałem do Nowego Dworu Mazowieckiego. Na pierwszym skrzyżowaniu skręciłem w prawo. Pusto, wszystkie sklepy pozamykane. Niebawem już wjechałem na moją ulubioną drogę wojewódzką i pojechałem na wschód.

Skrzynka #1
    Oto skrzynka #1. Znajduje się przy samotnym drzewie wśród pól. Do drzewa prowadzi polna droga. Dobrze, że nie ma żadnych gospodarstw w pobliżu i nikt się nie kręcił. Według opisu skrzynka jest zakopana w dziupli drzewa. W dziupli faktycznie jest grząska ziemia. Dookoła drzewa leżą śmieci i patyki. Wziąłem jednego i próbowałem kopać. Zanurzałem patyk w ziemi i nie poczułem żadnej skrzynki. W końcu spojrzałem na najnowsze komentarze. Tak się fajnie składa, że skrzynki pobieram w formacie .gpx. Taki plik zawiera opis, wskazówkę i nawet najnowsze komentarze ułożone chronologicznie. Jednak nie mogę oglądać zdjęć. Okazało się, że trzy ostatnie osoby nie mogły znaleźć skrzynki. Uff, a myślałem, że jestem taki kiepski w szukaniu. Ba, skrzynka została zarchiwizowana w lutym! Plik pobrałem już jakiś czas temu i wtedy była jeszcze aktywna. No nic, jedziem dalej.

Konie w Olszewnicy Nowej
    Przejechałem przez Górę, Janówek Pierwszy, Krubin, Olszewnicę Nową i Kałuszyn. W Skrzeszewie dojechałem do kolejnej skrzynki. Według mnie powinna być pod wiaduktem. No właśnie! Tam jest wiadukt pod którym nie ma żadnej rzeki, torów, drogi, żadnej przeszkody. Po co zatem to zbudowano? Do opisu skrzynek zwykle dołączają historię tego miejsca. Wiadukt wybudowano w 1939 roku. Pod nią stały tory i przejeżdżały pociągi z linii Legionowo>Nasielsk. W czasie II Wojny Światowej Polacy wyburzyli most nad Narwią, żeby Niemcy się tak łatwo nie dostali i linia przestała funkcjonować. W latach 60-tych ponownie ją uruchomiono. Wtedy budowano elektrownię wodną w Dębem. Potem rozebrano tory. Przebudowano wiadukt na nowy gdzieś w 2010 roku. PKP mówiło, że w przyszłości być może powstanie znów ta linia i dlatego wiadukt nadal tu stoi. Rozejrzałem się.

Wiadukt nad niczym w Skrzeszewie
    Skrzynka #2 jest przyczepiona na magnes. Być może jest w którymś miejscu, gdzie betonowa ściana się kończy i zaczyna się metal? Jest tam jakaś przestrzeń. Beton ma 2 metry wysokości, więc musiałem stawać na rowerze. W niektórych miejscach leżały kamienie. Sprawdziłem pod każdym i nic. Grr, czyżby moje umiejętności zawiodły? Po powrocie do domu okazało się, że zdjęcia (które mój GPS nie odtworzy) pokazują schodki po drugiej stronie, prowadzące na górę, na ulicę. Być może to tam znajduje się skrzynka. Szkoda, że o tym dowiedziałem się dopiero w domu po jeździe. Spróbuję innym razem.
    Skrzynka #3 jest w pobliżu. Przeszedłem się od wiaduktu do opuszczonej stacji kolejowej tejże już nieistniejącej linii. Do dziś można zobaczyć zarośnięty peron i opuszczony budynek stacji.

Nieczynna stacja kolejowa linii Legionowo - Nasielsk.
Opuszczony budynek stacji.
    Budynek po wojnie służył za siedzibę władz gminnych, przychodni i na koniec komisariatu. Długo nie szukałem. Po zobaczeniu niebieskiego worka na buty, przykrytego podejrzanie wyglądającymi kamieniami znalazłem skrzynkę :D. Skrzynka jest od tego samego wójta gminy Wieliszew, co rok temu w maju, kiedy wybrałem się na poszukiwanie po innych miejscach i znalazłem je pięć.

Skrzynka na opuszczonej stacji.
    Jakiś ciekawy łup? Nieee. Jest długopis, logbook z ołówkiem, odblaskowa ozdoba, jakaś pikselowana zabawka, coś w stylu choinki zapachowej Euro 2012. Nic ciekawego jak dla mnie. Niczego nie wziąłem i nie zostawiłem. Wpisałem się do logbooka. Wróciłem na asfalt i jechałem dalej na wschód. Zaraz już skręciłem w prawo na południe i po raz pierwszy wjechałem do lasu Legionowskiego. Jechałem po nieczynnym nasypie kolejowym. Nigdy w tym lesie nie byłem. Kiedy zwiedzałem wszystkie miejscowości tego powiatu, jakoś tak się złożyło, że trasy omijały ten las. Biegnie tu Wieliszewska Trasa Crossowa. Są ładnie oznakowane szlaki piesze i rowerowe.

Las Legionowski
    Jechało się dosyć niewygodnie, bo na ścieżce były ślady chyba koni. Zostawiały widoczne dziury. Dojechałem do miejsca ukrycia skrzynki #4. Jest ukryta przy wjeździe do lasu. Jest tam szlaban i po jego obu końcach rosną dwa dęby, które są pomnikami przyrody. Miałem szukać pnia. Szukałem i nie znalazłem. Przejrzałem najnowsze komentarze. Poprzednicy oznajmili, że pień już został wycięty, ale skrzynka nie zmieniła swojego położenia. No ciekawe jak teraz znajdę ślad po pniu. Przetrząsałem łapami liście, patyki, gałęzie i niczego nie znalazłem. Moje umiejętności znów zawiodły. Właśnie tu spędziłem trochę czasu na szukaniu. Postanowiłem odpuścić i pojechać dalej.
    Skrzynka #5 jest przy Wieliszewskiej Trasie Crossowej. Kręciło się trochę ludzi. Od wiaty turystycznej wkroczyłem w las i oddaliłem się od ścieżki. Zrobiło się słonecznie. Skrzynka miała być ukryta pod jednej z powalonych brzóz.

Tam gdzie przewrócone brzozy.
    Poodkrywałem wszystkie patyki, gałęzie, kory i nie znalazłem :(. Było około 6 powalonych brzóz. Jest to druga skrzynka wójta na tej przejażdżce. Szkoda mi było, że nie znalazłem. Być może ktoś ją ukradł. Poprzednia osoba zjawiła się tam 16 sierpnia. Wyjechałem z lasu na północ z powrotem na asfalt.
    Skrzynka #6 ukryta przez wójta znajduje się w lesie niedaleko ronda. Jest to dawne miejsce dworu Poniatów z 1801 roku. W II Wojnie Światowej Niemcy przejęli budynek. Mieszkańcy dworku w 1944 zostali rozstrzelani. Po wojnie dworek wyburzono. Teraz widziałem same drzewa i ruiny mostku nad rzeką. Aha! Widzę charakterystyczny niebieski worek na buty po drugiej stronie rzeki. Przeszedłem na drugą stronę po przewróconym drzewie, zostawiając przewrócony rower po drugiej stronie.

Dobrze, że to ja się nie przewróciłem.
    Co zastałem? Pusty worek, który na widoku wisiał na patyku. Pamiętam chociaż zdjęcie ukrycia skrzynki i poszukałem pod liśćmi w charakterystycznym miejscu. Ech, co się dzieje? Nie znalazłem. Wróciłem na drugą stronę i pojechałem do Wieliszewa. Czy jestem aż taki kiepski w tym? Uwaga - teraz ciekawa sprawa. Po powrocie do domu zajrzałem do Internetu i okazało się, że właśnie tego dnia skrzynki nie było. W jeszcze poprzednią niedzielę ktoś zastał zniszczoną skrytkę. Wójt więc obwieścił w tym dniu, w którym pojechałem, że skrzynka jest nieaktywna. Znalazłem się na miejscu gdzieś o 12-13, a wójt o 14 pojawił się i położył skrzynkę z powrotem na miejsce i obwieścił, że znów jest aktywna i przeniesiona parę kroków dalej. Tu akurat trafił mi się pech, a nie brak umiejętności. Uff, czyli nie jest aż taki kiepski. Zajrzę tu innym razem i muszę przed wyjściem czytać najnowsze komentarze.

Ładne tereny w Wieliszewie.
    Dojechałem do miejsca ukrycia skrzynki #7. Jest to już ostatnia skrytka na dzisiaj. Znalazłem się tuż za osiedlami w Wieliszewie, kiedy rozpoczyna się ciąg pieszo-rowerowy przy ulicy. Zaraz za supermarketem i ładnym osiedlem brązowych domków jest spora łąka z jeziorem Kwietniówką. Geokesz powinien być ukryty przy dębie z namalowanym oznaczeniem czerwonej ścieżki rowerowej. Nie było problemu z jej znalezieniem :D.

Skrzynka #7
    Przykryta za drzewem kamieniami i niebieskim workiem na buty. Niestety też nic ciekawego w niej nie znalazłem. Jakaś sześcienna zabawka, logbook z ołówkiem, coś fioletowego i niedziałająca latarka. Na początku pomyślałem, że to laserek, a bardzo by się przydał dla kota. Jak zwykle niczego nie zabrałem i nie zostawiłem. Rozejrzałem się po okolicy. Przelatywały sójki i kruk. Jest tu naprawdę ładnie. Zaparkowane dwa samochody, pojawiający się ludzie na rowerach i z wózkami dziecięcymi. Szukanie skrzynek doprowadza mnie do ciekawych miejsc.

Łąki w Wieliszewie
    To już jest koniec na dzisiaj. Zatrzymałem się tradycyjnie na plaży w Nieporęcie. Mimo zimnej temperatury, było dużo osób na plaży. Oto podsumowanie: Wyszło 84,4 km. Podjąłem próbę znalezienia 7 skrytek, z czego znalazłem 2. Pozostałe 5 nie znalazłem, z czego 2 były nieaktywne, a do 3-ech dałem ciała. Nauczyłem się, żeby sprawdzać nowe wieści na temat tych keszy w tym samym dniu, w którym wyruszam, by je znaleźć. Wgranie zdjęć jako wskazówki na komórkę powinno mi bardzo pomóc w ich znalezieniu.

Zalew Zegrzyński
    Zastanawiałem się nad napisaniem tej notki. Jednak co mi tam. Miałem tego dnia pojechać do Małkini Górnej z kolegą, bo chce dojechać do granicy Polski z Białorusią i taka trasa byłaby 1/2 drogi. 2/2 drogi by się zrealizowało innego dnia jadąc już tam pociągiem i rowerem do granicy. Nie miał czasu, więc postanowiłem pojechać od Wyszogrodu i zdałem sobie sprawę, że sklepy są zamknięte na święta. W takich miejscowościach może się pojawię następnym razem.

wtorek, 11 kwietnia 2017

Uparty Mazur

    Postanowiłem znów odwiedzić Ciechanów, jadąc inną i nieco dłuższą drogą. Na pewno są to nowe tereny. Droga prowadzi przez Nowy Dwór Mazowiecki, Joniec, Sochocin i Młock. W wsi Młock znajduje się 800-letni dąb szypułkowy! O wiele starszy od znajomego dęba Jana Kazimierza i najstarszej sosny w Polsce. Nie bez powodu nazywa się "Uparty Mazur". Tego słonecznego dnia zamierzam złożyć mu wizytę i przy okazji poszukać pierwszych bocianów.

Niektóre drzewa już się zielenieją.
Wyszło 107,5 km. Przebieg:

Warszawa>Jabłonna>Rajszew>Skierdy>Suchocin>Boża Wola>Wólka Górska>Nowy Dwór Mazowiecki>Nowy Modlin>Kosewo>Cegielnia-Kosewo>Wymysły>Janowo>Wojszczyce>Zaręby>Nowa Wrona>Stara Wrona>Józefowo>Joniec>Krajęczyn>Królewo>Idzikowice>Kuchary Żydowskie>Bolęcin>Sochocin>Ciemniewo>Obrąb>Przyrowa>Kałki>Młock>Gostomin>Kownaty-Borowe>Kownaty Żędowe>Niechodzin>Ciechanów

Na mapie: https://drive.google.com/open?id=1n7uB4TeuDJj2pwoHS3bPne4JWUE&usp=sharing

    Było 19'C i bezchmurnie przez cały dzień. Silny wiatr wiał na północ. Wykorzystałem ten dzień, żeby pojechać na północ w jedną stronę. Na paru blogach rowerowych dotyczących wycieczek po Mazowszu już niektórzy kiedyś tam odwiedzili Upartego Mazura. Pora i na mnie :D.
    Wyjechałem o 7:00. Po dwudziestu kilometrach przesiadłem się na spodenki. Jechałem wzdłuż Wisły szlakiem Golędzinowskim i niedaleko przed Jabłonną, zanim skończy się kostka brukowa betonowa, zjechałem na asfalt. Tereny blisko ulicy Modlińskiej były niemal opustoszałe i niezbyt przyjaźnie wyglądające. Wierzę, że za parę lat może rozbudować się tu jakieś osiedle. Potem jechałem już ulicą Modlińską aż do Nowego Dworu Mazowieckiego. 

Pierwsze moje zdjęcie bociana w tym roku. Na ulicy Modlińskiej. Co jest bardzo śmieszne - widziałem bociana chyba w tym samym miejscu rok temu.
 Dobrze, że jest ścieżka rowerowa. Zrobili nawet McDonald's.
    W Nowym Dworze Mazowieckim odpuściłem sobie jazdą drogą 85 i dla przyjemności przeszedłem się na piechotę przez most nad Narwią.

Ach... jak w maju 2016, tylko brakuje więcej zieleni.
Pociąg wybierający się do Warszawy. Przed chwilą opuścił stację Modlin.
    Modlin Stary jako część tego miasta leży na jakiejś skarpie. Jazda drogą tuż przy brzegu wyglądała świetnie. Niebawem przeszedłem na drugą stronę drogi krajowej i mogłem odpocząć od natłoku pojazdów.

Cegielnia-Kosewo
    Mam już założone wsporniki na błotniki. W ogóle mi się nie ruszały. Tak jest o wiele lepiej.

Koniec moich wymysłów.
    Od Wymysłów pojechałem nieznanym mi lasem. Minąłem nie tak daleko wieś Czarna. Robotnicy lali asfalt na dziury. Tym razem pojechałem dalej na północ i wtedy zaczęły się dla mnie nowe tereny. Wjechałem do powiatu płońskiego. Nie wiem czy kiedyś tam zamierzam zwiedzić jego wszystkie miejscowości, dlatego, że nie ma bezpośredniego dojazdu. Nie widzę jednak problemu w zwiedzeniu jego południowej i wschodniej części.

Początek powiatu płońskiego.
Ach... pięknie!
    Niebawem wjechałem do terenów zabudowanych Starej Wrony. Podwyższyłem sobie siodełko. Jak wiecie, kiepsko opisuję jakieś miejscowości :D (są rowy, kościół - aha), ale napiszę. Jest cmentarz i Kościół Przemienienia Pańskiego z 1906 roku. Zauważyłem, że kościół jest dziwnie ukryty za ogrodem, a jednak pojechałem złą drogą do niego.

Wrona, a na mapie Stara Wrona.
    Śmiesznie by wyszło, gdyby na znaku usiadła wrona. Zdjęcie by pewnie wygrało konkurs National Geographic.

Kościół Przemienienia Pańskiego w Starej Wronie.
    Potem już jechałem spokojną drogą do Jońca. Zauważyłem, że pewna część osób mieszkająca w Jońcu zajrzała do bloga. To dla was ;). Przejechałem przez tory. Wygląda na to, że prowadzi od Nasielska do Płońska. Tam chyba dojeżdżają szynobusy.

Okolice Józefowa
    Oto i Joniec. Miejscowość jest siedzibą gminy Joniec. Jakoś przypomina mi Cieksyn, bo też nad Wkrą, na prawym brzegu las i podobny układ dróg. Jest tu kościół św. Ludwika z 1784 r. Nie miałem za bardzo jak się oddalić, żeby pokazać go lepiej na zdjęciu.

Kościół św. Ludwika w Jońcu
    Obok jest drewniany most nad Wkrą. Wkra jest jedyną rzeką płynącą z północy na południe. No i fajnie było pojechać drewnianym mostem.

Most w Jońcu
Rzeka Wkra. Widok na północ.
    Minąłem całkiem ładny las iglasty z drewnianym placem zabaw. Przy drodze rosło mnóstwo kaczeńców. Zrobiłem im zdjęcie i poparzyłem się pokrzywami. Wjechałem do Królewa położonego w lesie. Widać, że niektóre działki są na sprzedaż. Zaraz po lewej stronie prowadzi krótka droga do ciekawie wyglądającego kościoła. Jest to drewniany kościół św. Zygmunta z 1639 roku. Przebudowany w 1882 roku i remontowany w latach 1792, 1846, 1907, 1938, 1948, 1961 i 1985. Zatrzymałem się i usłyszałem śpiewy z głośników. Akurat odprawiana była msza św. lub jakieś nabożeństwo. Obok jest plebania.

Kto się skusi na działkę budowlaną?
Kościół św. Zygmunta w Królewie
Kuchary Żydowskie
    Od Kuchar Żydowskich jechałem już w koszulce. Dojechałem do Sochocina. Minąłem ładne, duże szkoły z orlikami. To dobrze rozwinięta miejscowość, a jednak nie ma statusu miasta. Przebiega przez nią droga 50. Zauważyłem mały skwerek, restaurację, kiosk, budkę, gdzie pani ubrana w odblaskową kamizelkę i ze znakiem czeka aż ktoś będzie chciał przejść na drugą stronę.

W oddali kościół św. Jana Chrzciciela z 1919 roku.
    Było całkiem ładnie. Wyjechałem z Sochocina na spokojną drogę. Po Ciemniewie wyjechałem już z powiatu płońskiego i zaczął się powiat ciechanowski.

Panorama złożona z trzech zdjęć. W oddali Ciemniewo.
    Od jakiegoś czasu odkurzyłem swoje stare zainteresowanie ptakami polskimi. Między innymi nauczyłem się rozróżniać wronę, gawrona i kruka. Wrony są szaro-czarne i spotkać je można wszędzie. Gawrony tak samo są liczne, zaś są czarne, mają kanciastą głowę i jasnoszary dziób. Kruki są całe czarne, masywne, większe od całej reszty i nie występują w miastach. Są bardzo inteligentne i nawet mogą naśladować ludzki głos. Od jakiegoś czasu nauczyłem się rozróżniać ich odgłosy. Wrony i gawrony często krzyczą "roarr, roarr!", a kruki dosłowne i delikatniejsze "kra, kra" lub "krr, krr". Przynajmniej tak mi się zdaje. Kruka to widziałem dwa razy w życiu, jako, że mieszkam w Warszawie. Pierwszy raz go widziałem w Nieporęcie w tym miesiącu. Poszedłem wtedy z kolegą nad Zalew Zegrzyński z domu na piechotę (wyszło 25 km). Kruk był ogrooomny! Teraz właśnie usłyszałem to krakanie. Spojrzałem się na lewo i oto kruk długości dwóch świnek morskich wylądował na polu.

Kruk na polu w Ciemniewie.
Och, początek powiatu ciechanowskiego!
    Nie ma co się dziwić, że spotkałem kruka. Akurat blisko na zachód zaczynają się tereny leśne, a spotkałem go blisko obrzeży lasu. Szkoda, że nie poprosiłem go o autograf. Po lewej stronie płynie też Łydynia. Zauważyłem kręcącego się w pobliżu bociana. Zaraz odleciał na swoje gniazdo.

Bocian w Obrębie
I już na gnieździe.
    Zacząłem się zastanawiać kiedy dojadę do Młocka. Tam znajduje się ten stary dąb. Wiem, że znajduje się 70 km w linii prostej od domu. Wiem też to, że zaraz za lasem po lewej stronie będzie stać. Minęło jeszcze parę takich podobnych lasów :D.

Kałki
Po prawej stronie rzeka Łydynia. Po lewej nie wiem. W oddali turbina wiatrowa w Gumowie.
    Lasy się skończyły i zbliżałem się już do Młocka. Przed nim, za drzewami pojawił się dąb Uparty Mazur. Ten niedoceniany dąb szypułkowy ma około 800 lat, więc gdzieś w 1200 roku mógł wykiełkować. Jego pień wynosi 8 metrów obwodu. To najstarsze drzewo, które do tej pory widziałem.

Dąb Uparty Mazur w Młocku.
Tabliczka z informacją na temat pomnika przyrody.
Jego gałęzie są tak grube jak pnie drzew!
    Zjadłem batona i pojechałem już w kierunku północno-wschodnim do Ciechanowa. Zanim do tego dojdzie, muszę przejechać jeszcze przez 4 wsie. Z działki po lewej stronie wyjechał ktoś na skuterze i jechał za mną przez długi czas. Heh, na oko musiał jechać z prędkością 23 km/h. Minął mnie po tym jak zatrzymałem się, żeby zrobić zdjęcie pól. Z daleka było widać jakąś spółdzielnię.

Turbina wiatrowa w Kownatach Żędowych. Szybko się kręciła.
    No dobra, dojechałem do południowo-zachodniej części Ciechanowa. Postanowiłem pojechać sobie ścieżką rowerową. Droga przy ścieżce przypomina jakąś drogę obwodową. Póki co pustą. Na chwilę odbiłem na osiedla, żeby zobaczyć kościół Matki Bożej Fatimskiej z 1999 roku.

Kościół MB Fatimskiej w Ciechanowie.
    Wróciłem na asfaltową ścieżkę rowerową. Nie zauważyłem, że jechałem pod górkę. Rondo okazało się być szczytem wzniesienia. Widok całkiem fajny jak na moje standardy.

Szczyt to jakieś 143 m n.p.m.
    Po tym oczywiście było z górki. Około 23 metry niżej. Skręciłem w prawo, kierując się w stronę torów. Droga przypominała mi nieco Warkę. Przejazd tunelem pod torami też miał ścieżkę rowerową. Po tym jechałem znaną mi brukowaną drogą do stacji kolejowej. Najbliższy pociąg do domu już stał na peronie i zamierzał odjechać za 13 minut. Coś ostatnio biletomaty nie mają z czego wydać reszty i drukują mi karteczkę, żebym w okienku odebrał swój 1 grosz :D. Pojechałem lokomotywą TRAXX P160DC z wagonami piętrusami. Przedział dla rowerzystów był tylko na początku. Już ze czterech rowerzystów siedziało, więc ulokowałem się samotnie za toaletą i usiadłem na normalnym siedzeniu. To była fajna jazda, pociągiem również. Następnym razem nie wiem dokąd pojadę. W tym kwietniu nie będę zwiedzać żadnych gmin, a będę jeździć w innym charakterze.