środa, 28 czerwca 2017

Wsie Kałuszyna

    Kontynuacja zwiedzania powiatu mińskiego. Zebrałem się, żeby znowu tam pojechać i przygotowałem się mentalnie na powrót wąskim, mało przyjaznym dla rowerzystów pociągiem. Tym razem zwiedziłem gminę Kałuszyn. Obszar leży na wschód od Jakubowa i na północ od Mrozów. Raczej nie ma czego się spodziewać konkretnego. Ot, takie przyrodnicze widoki.

W pobliżu droga krajowa biegnąca do Siedlec.
Wyszło 103,6 km. Przebieg:

Mińsk Mazowiecki>Targówka>Budy Barcząckie>Barcząca>Wiciejów>Mienia>Pełczanka>Jędrzejów Nowy>Leonów>Przytoka>Budy Przytockie>Marianka>Wólka Kałuska>Żebrówka>Turek>Nart>Garczyn Duży>Zimnowoda>Garczyn Mały>Kluki>Szembory>Abramy>Wąsy>Falbogi>Wity>Falbogi>Mroczki>Milew>Trzebucza>Marysin>Trzebucza>Sinołęka>Piotrowina>Stare Groszki>Górki>Nowe Groszki>Gołębiówka>Skruda>Grodzisk>Gójszcz>Szymony>Patok>Kałuszyn>Olszewice>Wola Paprotnia>Mrozy


    Wybrałem standardowo długi i pusty pociąg EN57KM o 8:00. Po niecałej godzinie wysiadłem na stacji Mińsk Mazowiecki. Pociąg zatrzymał się na takim torze, że można było wyjść z obu stron. Szkoda, że za późno się zorientowałem, bo wysiadłem z drugiej strony i musiałem skorzystać z tunelu :-D. Spokojnymi drogami wyjechałem z Mińska Mazowieckiego, kierując się na wschód. Na chwilę miałem ścieżkę rowerową.

Wiciejów
    Po 20 kilometrach dojechałem na drogę krajową prowadzącą do Kałuszyna. Obok przez cały czas biegł ciąg pieszo-rowerowy. Pierwszą nową miejscowością na dzisiaj jest Leonów. Potem przejechałem następnym wiaduktem nad autostradą A2. Nie spodziewałem się, że znów ją odwiedzę.

Autostrada Wolności na poziomie Leonów-Przytoka.
    Ach, jechało się spokojnie. Był upał i zapowiadali zero chmur, a jednak jakieś tam były.

Dzięcioł duży. "Cik, cik!"
Budy Przytockie
    Na chwilę pojechałem drogą gruntową z Bud Przytockich do Marianki. Na polu po lewej stronie pracowały jakieś panie i trzy pieski zaczęły mnie gonić. Ucieczka nie wymagała żadnego pedałowania, bo miałem z górki. Czułem się jak na motocyklu. W Mariance jednak nie zaczął się asfalt. Częściowo musiałem iść z powodu zbyt dużej ilości piachu.

Pola i linia wysokiego napięcia
    Wjechałem na skrzyżowanie drogi polnej z asfaltem i skręciłem w lewo na Wólkę Kałuską. Znowu skończył się asfalt i wjechałem do lasu, gdzie też częściowo musiałem iść.

Wólka Kałuska
    A w lesie było świetnie. Wystraszyły się dwa wielkie, brązowe myszołowy. Te piękne, drapieżne ptaki przypominają mi orły.

Cicho i spokojnie.
    W Żebrówce zaczął się asfalt. Tego dnia wiało na północny wschód. Jak dla mnie standardowo silnie. W tym kierunku jechałem bez oporu. Gorzej będzie jak trafią mi się odcinki na zachód :-/

Żebrówka
    Wjechałem na główniejszą drogę, którą kiedyś przebyłem 2 lata temu w czerwcu, wracając po raz pierwszy z Kałuszyna do domu. W lesie na poboczu drogi asfaltowej widziałem ciekawego czerwono-pomarańczowego owada w czarne paski.

Po wygooglowaniu w domu jest to strojnica baldaszkówka. Nic rzadkiego :-D
    Na trasie czekały mnie 3 miejsca w których dojadę i zawrócę. Pierwsze takie coś to dojechanie do Garczyna Małego i zawrócenie. Szkoda, że miałem z górki i kiedy miałem zawrócić, to było już płasko :-D. To oznaczało jazdę pod górę. Tereny w tej gminie są nieco faliste. W Garczynie Małym podszedł do mnie kotełek i widać, że był przyjaźnie nastawiony. Pewnie mieszka na którymś z gospodarstw i dostaje coś do jedzenia i do picia.

Garczyn Mały
Mruu, miau... Dałbym coś do jedzenia, gdybym miał.
    Znalazłem się w znanych mi Klukach. W następnym lesie miałem kolejny podjazd. Widziałem zaparkowane rowery na poboczach. Pewnie ludzie zbierają jagody i grzyby. Przydałyby się soki jagodowe w sklepach.

Kluki
Patrząc bardziej na prawo widać jakąś wieżę w lesie.
    Teraz zaczął się przyjemny etap jazdy na wschód z wiatrem i asfaltem. Musiałem jeszcze pojechać na chwilę do Witów i zawrócić z powrotem na drogę.

Pola w Wąsach
    Trzecie miejsce do którego musiałem dojechać i zawrócić to Marysin przy drodze krajowej, czyli 3,16 km w jedną stronę. Wracając na północ przynajmniej miałem z wiatrem. Wydaje mi się, że na wsiach uczą dzieciaki, żeby każdemu, nawet nieznajomemu, na drodze mówiły "dzień dobry". Tak teraz w Trzebuczach usłyszałem "cześć". Szkoda, że mam kiepski refleks, sorry :-(.

O, a to co to?
    Trzebucze akurat znajdują się powiecie węgrowskim. Na chwilę go miałem po drodze. Za konkretnymi zabudowaniami skończył się asfalt. Wjechałem do Sinołęki. Po prawej stronie minąłem piękny, bogaty dworek. Ktoś z kosiarką wyjechał z niego i wjechał na jakąś także bogatą farmę po lewej stronie.

Nieznanym lasem do Piotrowiny
    Znów dojechałem do drogi krajowej. Na tym odcinku jednak nie było ciągu pieszo-rowerowego, więc jechałem ulicą. Na szczęście pobocza były bardzo szerokie, niemal jak pasy. Od któregoś momentu zacząłem o wiele rzadziej robić zdjęcia.

Młode boćki w Starych Groszkach
    W Starych Groszkach wjechałem w piaszczystą drogę leśną. Uch-och! To był raczej najgorszy odcinek. W Budach widziałem parę działek no i tyle. Dojechałem do asfaltu i zwiedziłem Nowe Groszki. Po lesie zaczęły się po obu stronach stawy.

Za krzakami są stawy
Stawy
    Za stawami zaczęła się Gołębiówka. Od tej wsi do Gójszcza mógłbym dojechać chyba jakąś leśną drogą, ale nie zaryzykowałem. Wolałem pojechać dłuższą, alsfaltową. Na niedługo wkroczyłem w gminę Mrozy. Znalazłem się znów w Grodzisku tak jak wtedy, kiedy przejechałem go z kolegą jadąc do Siedlec rok temu w sierpniu.

Podjazdy i zjazdy.
    Jadąc na północ przejechałem przez Gójszcz, Szymony, Patok i dojechałem do Kałuszyna. Jedną z rzeczy, którą chciałem zobaczyć to zalew. Dojechałem i na słońcu zjadłem batona. Tylko parę osób się opalało. Widzę, że obok jest też boisko, przystrzyżone pole trawy, parking i budki z piciem i lodami. Wtedy były zamknięte. No dobra. Gmina Kałuszyn zwiedzona. Pora jechać na południe do Mrozów. Po niedługim czasie dojechałem. Biletomat stał, tak jak się spodziewałem, w budynku dworca. Naprzeciwko niego jest normalna kasa biletowa z kolejką składającą się z trzech ludzi. Szybciej zajęło mi kupno biletu w biletomacie niż im w kasie :-D. Pociąg akurat ma się zjawić za 10 minut. Jeżdżą tam co godzinę. Peron stoi od razu przy budynku, więc nie musiałem iść tunelem. Niestety przyjechał Stadler Flirt. Na szczęście były to dwie długie jednostki i pociąg był całkiem pusty. Nie mogłem znaleźć naklejki ze znakiem roweru, więc wsiadłem do losowych drzwi, a tam przedział dla rowerzystów z toaletą. Są trzy haki na rowery zawieszone na wysokości kolan, więc roweru się nie podnosi, ale po prostu stoi na dwóch kołach lepiej przymocowany. Cóż, nie było tak źle jechać tym wąskim pociągiem.
    To by było na tyle. Następnym razem powinienem zwiedzić gminę Cegłów, jednak nie spieszno mi do tego i pewnie pojadę w środku lipca. Chciałbym najpierw na luzie wybrać się na wał w gminie Wieliszew na piechotę. Powinno mi wyjść 30 km. Nie będzie z tego notki. W miedzyczasie wymyślę jakąś inną wycieczkę rowerową.

3 komentarze:

  1. Też podczas mych wycieczek spotykam "dzieńdobrujące" mi dzieciaki i to wcale nie jest rzadkie zjawisko ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super wycieczka, będzie trzeba kiedyś spróbować;) A co do patentów na przewóz roweru pociągiem, o faktycznie jest to wygodne rozwiązanie - też podchodziłem sceptycznie, ale odkąd się przekonałem to preferuje ten typ transportu od samochodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt, to żeby mieć się na baczności, żeby rower się nie przewrócił w trakcie jazdy pociągiem ;)

      Usuń