niedziela, 30 maja 2021

Leniwa niedziela

    Myśli o dłuższych wycieczkach z pociągami nieco rozchwiały moje codzienne samopoczucie i dlatego postanowiłem je odłożyć na kiedy indziej. Wtedy, kiedy poczuję szczerą chęć. Zapomniałem, że jazda na rowerze ma być przyjemnością, a nie parciem na ilość kilometrów i częstotliwość jazdy w roku. Zapomniałem też, że do pociągów miałem się przyzwyczajać stopniowo. Wymyśliłem zatem trzy proste trasy, gdzie w każdej z nich musiałbym skorzystać z pociągu tylko raz, w jedną stronę i na niedługi dystans (35-40 km), więc jazda pociągiem nie byłaby długa. Trasy lecą przez wsie, a potem wracam rowerem do domu. Nie planowałem pisać notki, bo to żadne nowe tereny poza dwoma krótkimi odcinkami, ale skoro zrobiłem parę zdjęć, to może napiszę tu.

Cicho i chłodno.
Wyszło 77,8 km. Przebieg:

Nowy Dwór Mazowiecki>Bronisławka>Pomiechowo>Pomiechówek>Psucin>Aleksandrowo(Cegielnia Psucka)>Krogule>Nuna>Popowo Borowe>Jaskółowo>Gatka>Powielin>Zalesie Borowe>Wólka Zaleska>Budy Pobyłkowskie>Pobyłkowo Duże>Pobyłkowo Małe>Wierzbica>Serock>Stasi Las>Borowa Góra>Jadwisin>Zegrze>Zegrze Południowe>Nieporęt>Aleksandrów>Stanisławów Pierwszy>Warszawa

    Dobra, to skoro ma być pociągiem na luzie, to pojechałem jedynie do stacji Modlin w Nowym Dworze Mazowieckim. To tylko 35 minut jazdy. Wolę tam, bo nie chce mi się przekraczać wąskiego mostu nad Narwią. U mnie na stacji nie ma kasy ani biletomatu, więc po raz pierwszy kupiłem bilet przez Internet. Kupiony bilet jest w formacie .pdf i można go wydrukować na A4 lub pokazać na smartfonie. To jeden z niewielu powodów dla których mam drukarkę laserową. Jeśli nie będę z niej korzystać miesiącami, tusz mi nie wyschnie niż w przypadku drukarki atramentowej. Wydruk jest bardzo dobrej jakości i nie trzeba kolorowego tuszu do wydrukowania biletu. Przed przyjazdem pociągu obawiałem się tego, czy dam radę podnieść i nieść ten złożony rower, gdy okaże się, że pociąg podjedzie trochę dalej i będę musiał przejść się po peronie. Już jednak odkryłem jak go nosić. Wystarczy, że siodełko oprę o ramię i wtedy mniejsza część ciężaru będzie opierać się na ręce trzymającej ramę. Przyjechała Pesa Elf składająca się z dwóch składów. W przedziale były tylko dwa rowery zawieszone, a rowerzystów nie było. Na innej stacji w Warszawie wsiadł ktoś w cywilnych ubraniach z rowerem miejskim. Okazało się, że jedzie dalej ode mnie, lol. Jazda była spokojna i szybka. Nie było kontroli biletów :(. Wysiadłem na stacji Modlin i raz-dwa złożyłem rower. No to teraz sobie pojeżdżę na spokojnie.

Zimno :(
Łosie!
    Wow, zobaczyłem łosie w Bronisławce. Chyba nigdy nie zrobiłem tym zwierzętom zdjęcia. Miałem szczęście. Na początku jadę do Pomiechówka. Na drogach cisza. Jest chłodno. Cały ten maj jest chłodny jak kwiecień, przez co nie czuję się jeszcze jakby była wiosna.

Skoda 59E seria 182 CD
    Nie ma co się spieszyć. Pojadę sobie spokojnym tempem i pogapię się na czyjeś domy. Dojadę tak do Wierzbicy i wtedy rozpocznie się mój powrót do domu. Dobrze, że dzisiaj przez cały czas wieje na południe, więc będę mógł wtedy przyspieszyć.

Pomiechówek
    Niebawem wjechałem do tego gęstego Lasu Pomiechowskiego. Na drodze było pusto, ale dostrzegłem jednego biegacza. Truchtał w moim kierunku i zaraz skręcił w zarośla. Jadę sobie dalej i z ciekawości patrzę, gdzie ta ścieżka jest po prawej stronie, w którą skręcił. Jednak żadnej ścieżki nie zauważyłem. W miejscu gdzie skręcił, zauważyłem krzyż na poboczu. Hmm.

Psucin
    Od Psucina skręciłem na drogę gruntową, by dojechać do Kroguli. W Psucinie zauważyłem porozwieszane w różnych miejscach na ogrodzeniach bannery przeciw budowie chlewni. Chlewnia miałaby powstać dosyć blisko domów, a chlewnie dosyć mocno zanieczyszczają środowisko. Nadal jest pochmurno. Na północy widzę niebieskie niebo. Może w końcu dotrze do mnie.

Na tej drodze kiedyś były tory kolejowe, należące do nieistniejącej linii kolejowej Legionowo-Nasielsk. Linia powstała w 1939 roku i w tym samym roku, z powodu wojny, została zlikwidowana. Droga biegnie dokładnie jak tory. Widać nawet lekki nasyp.
    Zaczął do mnie biec jakiś kangur... czy może pies. A nie, to zając :D Potem pobiegł do pobliskich gospodarstw. Chyba się nie boi ludzi.

Jaki wielki chomik
    Dojechałem na asfalt w Krogulach i zjadłem batona. Jedziemy dalej.

Nuna i czerwony szlak rowerowy
Stary dom w Nunie

    Robi się słonecznie. Dojechałem na drogę 632. Muszę ją jedynie przeciąć i będę jechać drogą gruntową. Po odczekaniu aż się zrobi pusto, ruszyłem i poczułem silny ból lewej nogi. Chyba gdzieś w okolicy kolana. Uuuch, chyba to dlatego, że siodełko mi się obniżyło i przez to kolano się męczyło. Po podwyższeniu przeszło mi po paru kilometrach.

Do Popowa Borowego
    Na polach śpiewały skowronki, latały kruki i czasami odzywały się blisko przepiórki. Dojechałem do Popowa Borowego. Na polu przy stodole widziałem chyba gołębia, ale trochę inaczej wyglądał, więc wyciągnąłem aparat, a to była czajka!

Czajka!

    Od dawna chciałem sfotografować czajkę, a przynajmniej, żeby zdjęcie wyszło okej. W Polsce jest ich coraz mniej z powodu odchodzenia ekstensywnego rolnictwa do lamusa. Budują gniazda bezpośrednio na ziemi. Są zagrożone wyginięciem.

Do Gatki
    Dojechałem do Jaskółowa. Od tego momentu już nie potrzebuję GPSa. Dalej pozostaje już jedynie jazda przez wsie Pobyłkowskie go Wierzbicy.

Do Powielina
Zalesie Borowe
Budy Pobyłkowskie
Centrum Pobyłkowa Małego, choć osobiście nazwałbym go Dużego
    Zacząłem stawać się głodny, więc czekałem aż dojadę do pobliskiego lasu i tam sobie zjem. W międzyczasie, wyjeżdżając z Pobyłkowa Małego, usłyszałem śpiew wilgi. Już nie raz dzisiaj słyszałem, więc to nic takiego. I tak na 97% nie zauważę tego ptaka. Są zbyt skryte. A jednak mi się udało go dostrzec! Trochę daleko siedzi, ale jest!

Weźmy jeszcze bliżej...
Hehe, ale super :D
    Te egzotyczne ptaki spędzają w Polsce jedynie 4-5 miesiące, a potem lecą do ciepłych krajów. Są nieco większe od szpaka, ładnie śpiewają i nieźle się ukrywają. Ten to samiec, bo jest żółty. Samice są oliwkowozielone. Zrobiłem przerwę w lesie, jedząc dwie minipizze z carefoura express. Te minipizze to nadjedzenie. W przeciwieństwie do batona dały mi energię i uspokoiły żołądek aż do końca jazdy.

Widok na północ z wiaduktu przy Wierzbicy
    Dojechałem do Wierzbicy. Stąd już będę jechać na południe do domu. Standardowo przez Serock, Zegrze, Nieporęt i wzdłuż Kanału Żerańskiego. Poprzednim razem w Serocku niektóre ulice były zamknięte, bo jacyś truchtacze truchtali, a dzisiaj jechali kolarze. Zrobiło się znów pochmurno. W Nieporęcie zaczął na krótko padać deszcz. Szkoda, że nie dłużej, bo to było fajne orzeźwienie. Z wiatrem jechało się szybciej.
    No to się udały łowy. Najpierw łosie, a potem zając, czajki i wilgi. Następnym razem może pojadę na drugi wariant trasy lub do Wężówki.

2 komentarze:

  1. Nie ma co się zmuszać do jazdy pociągiem. Następnym razem pojedź jak będziesz miał chęć :)

    OdpowiedzUsuń