niedziela, 19 lipca 2015

Brama Bieszczad

    Jakiś czas temu nie napisałem żadnej relacji o wycieczce rowerowej. Trudno było mi znaleźć odpowiedni dzień, Taki bez silnego wiatru, upału i opadów. Chyba wybrzydzam. Szykowałem się na 150 km od dłuższego czasu i wciąż nie znalazłem dobrego dnia. Dodatkowo kolega namówił mnie na wyjazd w trójkę na Mazury. W sensie, że ja, kolega i jego dziewczyna. Myślę, że będzie fajnie, ale prawdopodobnie będzie mnie gryźć jedna rzecz. Znacie to określenie - "trzecie koło"? Często to czuję, gdy spotkam się z większą ilością osób i dlatego preferuję tylko w cztery oczy. Parę razy spotkałem się z nimi i nie było tak źle. Czasami przytulali się i momentami czułem, że nie mówię do swojego kolegi, a do dwugłowego, ośmiokończynowego potwora :-D. Chociaż nie interesują mnie związki, to czułem się jako ktoś gorszy, bo jako singiel. Przeczuwam, że na Mazurach będę się nudzić, bo siedziałbym głównie w namiocie i czytałbym książkę. Dosyć szybko męczę się kontaktami i dlatego potrzebuję jednego dnia odpoczynku od ludzi. Jeśli będzie fajnie, to zdam relację!



    Oprócz mojego jedynego kolegi jest jeszcze jeden wirtualny. Poznaliśmy się w kwadratowym świecie Minecrafta, jakieś 3 lata temu. Napisałem kiedyś, że być może w lato go odwiedzę, jako, że interesuje się kolarstwem i mieszka w ciekawym rejonie. Chodziło mi o zwiedzenie miasta Sanoka. Moje jedyne doświadczenie z górami, to Kalwaria Zebrzydowska. Byłem na takiej wycieczce 10-11 lat temu i zbiegałem z 400 metrowej góry.
    Mieszka przy Sanoku - w mieście gdzie narodził się Autosan i zaczynają się Bieszczady (a może Beskidy?). Tydzień temu zacząłem przygotowywać się do tej wycieczki. Pomógł mi znaleźć pole namiotowe, a ja w międzyczasie kupiłem namiot. Miałem wziąć ze sobą rower, by przejechać się po serpentynach, ale w autokarze musiałbym rower rozkręcić i schować w jakąś walizkę, a w pociągu trzymać w kiblu przez całą noc. No właśnie, choroba lokomocyjna. Wybrałem autokar, bo jechałbym 7 godzin bez przesiadek. Zdecydowałem, że posiedzę w Sanoku dwa dni. Przygotowanie psychiczne trochę mi zajęło. Znalazłem w mieszkaniu plecak, który na oko ma 60 litrów. Niestety okazał się być strasznie ciężki. Ważył 6-9 kg. Kupiłem i wydrukowałem bilety w Neobusie. Wsiadłem w autokar w czwartek o 5:00 godzinie. Udało mi się nie zwymiotować. Jedyne znane wam miasta, które przejechałem po drodze to Radom i Rzeszów. W Rzeszowie widziałem nad skrzyżowaniem ciekawą kładkę dla pieszych w kształcie ronda. W Niebylcu była jednak przesiadka do drugiego autokaru, ale trwała chwilę. Dojechałem do Sanoka, ale nie na dworcu PKS, ale PKP. Musiałem przejść się nieco, by dotrzeć do kolegi. Niestety nie przyjechał z dwoma rowerami, bo od swojego domu miał dosyć daleko. Nie dałby rady przyprowadzić dwóch rowerów na piechotę i jeszcze pod koniec dnia je zawieźć z powrotem do domu. Fajnie było poznać kolejną osobę poznaną z Internetu. Od razu zaczęliśmy zwiedzać Sanok.

Dawny ratusz miejski z 1700-1800 r.
Widok z placu św. Jana. W oddali po prawej stronie widać Czalnię (576 m) z 17 km, pośrodku Żuków (768 m) 30 km stąd.
Te niebieskie budynki to siedziba Autosanu, a góra w oddali to Gruszka (583 m) 14 km stąd.
    Ciekawy był zamek królewski, który niestety został zniszczony w 1915 roku, a odbudowany w 1934 roku.





    Wybraliśmy się do skansenu, ale tego dnia nie było wstępu za darmo. Zatem wybraliśmy się na północ zobaczyć pewną cerkiew. Akurat w tym rejonie stoi sporo cerkwi. Ta została zbudowana w 1906 roku.



    W drodze do cerkwi przybiegła do nas kotka z dzwoneczkiem na szyi :-D. Jako, że byłem zmęczony po autokarze, to postanowiliśmy już skierować się do pola namiotowego. Mówił, że znalazł jakieś niestrzeżone i bezpłatne. Musiał już jechać do domu, więc od tego czasu sam wędrowałem na to pole w Międzybrodziu.


W drodze do Międzybrodzia
    Znalazłem ten kawałek terenu. Nikt nie rozbił żadnego namiotu. Był niby znak drogowy, że to są tereny rekreacyjne, ale mimo tego obawiałem się, że ktoś zwróci mi uwagę lub policja mnie zgarnie. Na szczęście przez całą noc nic się złego nie stało. Zbyt wcześnie rozbiłem namiot i nie miałem co robić. Pozostało jedynie czytać książkę. Następnego dnia kolega miał pojawić się już z dwoma rowerami, bo akurat do Międzybrodzia ma niedaleko. Niestety musiał zostać w domu, więc głodny musiałem dojść do Sanoka. Na szczęście szybko dojechałem autostopem do Kauflandu i kupiłem to, co chciałem. Taki byłem ucieszony jedzeniem i piciem, że przez następne parę godzin czułem taką sytość, że ciężko mi się chodziło. Z kolegą spotkałem się przy skansenie, który jednak postanowiłem zwiedzić za 14 zł. Znów pojawił się bez roweru :-(.


Skansen w Sanoku jest największym skansenem w Polsce!






Winda wyciągowa
    Po zwiedzaniu skansenu kupiłem sobie pamiątkę i ruszyliśmy na wyprawę do Orlego Kamienia. To głaz położony na 518 m n.p.m w Górach Słonnych. Wyobrażacie sobie łażenie pod górę z takim plecakiem? Na szczęście miałem pomocną dłoń.


Coraz wyżej...


Jeszcze wyżej...
W drodze na Orli Kamień, ale już jest blisko.


Oto jest!
    Po drodze spotkaliśmy zaskrońca zwyczajnego. To taki czarny, nieszkodliwy wąż. Pamiętam jak w podstawówce uczyli odróżniać żmiję zygzakowatą od zaskrońca.
    Kolega o 17 musiał już jechać do domu. Pożegnaliśmy się i włączyłem GPS'a by dostać się na dworzec PKP. Hah, byłem zadowolony. Autokar miał pojawić się o 21:00. Ściemniało się, a z nor zaczęły wyjawiać się dresy. Dopiero o 21:30 przyjechał. Na szczęście nocą jedzie się o wiele lepiej - nie widzisz obiektów migających przez okno, więc nie czujesz się źle. I tak nie zasnąłem. W domu pojawiłem się o 3:40.
    To była świetna wycieczka! Pierwszego dnia przeszedłem 17 km, a drugiego 18 km. Fajnie było no i mam nadzieję, że niedługo znowu nakieruję na któreś miejsce na mapie palcem. Najpierw chcę zrealizować następne wycieczki rowerowe i wyjazd w trójkę na Mazury.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz